Houston, there is no problem

W Houston w zasadzie nic nie ma. No może poza Centrum NASA (o którym kiedy indziej). I dobrym jedzeniem. I, zazwyczaj, przyjemną pogodą. I sympatycznymi ludźmi. I niskimi cenami. I… tysiącem różnych, innych „i”.
Z drugiej strony, ile bym tych „i” nie wymienił, prawda jest taka, że Houston nigdy nie będzie Rzymem, z niezliczoną ilością turystycznych atrakcji. Houston to po prostu takie …miasto do życia. A jak je zapamiętałem?
Hm…  🙂

 

#1. Samochód.

W Houston czy ogólnie w Teksasie, nie ma za bardzo jak się poruszać bez samochodu. Poza bardzo ścisłym centrum, budynki wszędzie są niskie, powierzchnie ogromne, a odległości dalekie. Z ciekawostek – wokół niektórych osiedli, szczególnie na obrzeżach, w ogóle nie buduje się chodników, bo nikt by z nich nie korzystał.  Z różnych powodów o których napiszę kiedy indziej, odradzano mi też korzystanie z transportu publicznego. Wypożyczenie auta na lotnisku było w zasadzie koniecznością, szczególnie jeśli główną atrakcją którą chce się zobaczyć, jest położone, wbrew potocznemu wyobrażeniu, kawał drogi od Houston –  Centrum NASA.

texas (1 of 1)-4

Wróćmy jednak na lotnisko.
Kilkupoziomowa, olbrzymia wypożyczalnia na lotnisku robi wrażenie. Rezerwując wcześniej samochód przez Internet, zaskoczyła mnie absurdalnie niska cena (9,98 USD/dzień), ale jak to zazwyczaj bywa, okazało się, że diabeł tkwił w szczegółach. Kolejka na godzinę czekania. Trzech doradców, jeden obsługuje – jakby przechodzili szkolenie w ZUS-ie. W końcu przychodzi moja kolej. Uśmiechnięty Murzyn zagaduje z uśmiechem:

– Pierwszy raz u nas, sir?
– Aha.
– Welcome to Alamo!
– Aha.
– Numer rezerwacji? Ok… już podpisujemy umowę. Cena wynosi 9,98 USD za dobę czyli 39,92 USD za cztery dni, zgadza się?
– Aha.
– Do tego doliczamy podatek taki, podatek śmaki, podatek owaki i kilka opłat. Razem będzie …82,26 USD.
– Jebnąć ci?
– Excuse me, sir. I don’t understand. What does „yebnontchtchee” mean?
– Pytałem, czy się pan nie pomylił.
– Nie. To już prawie wszystko. Sugeruję wykupienie ubezpieczenia, które, gdyby coś stało się z samochodem, zdejmuje z pana całą odpowiedzialność, sir. Będzie miał pan spokój, bo tu CZĘSTO coś się dzieje z autem.
– Ile?
– Och, na cztery dni to tylko 45 USD. Poproszę prawo jazdy i kartę.
– Aha. Nie walisz mnie pan w rogi czasami?
– Zielony, pin, zielony.

texas (1 of 1)-14

Miało być 40 dolarów, wyszło 130. Nic, sczytuję umowę i polisę.
Chwila…
Ta ostatnie zawiera zapis, iż NIE obejmuje odpowiedzialności za ewentualne szkody na ciele i mieniu wyrządzone osobom trzecim, czyli nie ma naszego cholernego OC (CDW). Podnoszę wzrok i cedzę przez zęby.

– Możesz mię pan to wyjaśnić?
– No właśnie chciałem o tym z panem porozmawiać, sir. Gorąco rekomenduję wykupienie polisy CDW. Koszt to jedyne 39 USD. Razy cztery dni to wyjdzie …160 USD bez czterech dolarów. Mogę prosić kartę?
– Wiesz co? Obejdzie się. Jaki to samochód w ogóle? Kluczyki poproszę.
– To nierozsądne. Jak będzie miał pan wypadek albo coś, to…
– Samochód i kluczyki!
– Dziżas jaki nerwowy. Auto proszę sobie wybrać na parkingu. Kluczyki są w stacyjce.

#2. Autostrady.

Pięć, siedem, czasami osiem pasów w jedną stronę. Rozjazdy w zasadzie nie rzadziej niż co kilometr. Niektóre pasy czasami zmieniały się w płatne drogi „superekspresowe” i choć pewnie trudno w to uwierzyć, ale nawet takie szerokie jezdnie w godzinach szczytu były czasami kompletnie zakorkowane. Dla mieszkańców Houston, to codzienność. Mnie cały ten pozorny chaos z początku przytłaczał. Szybko jednak odkryłem, że najbezpieczniej było trzymać się  środka. Powód był prozaiczny – co kilkaset metrów, a najdalej co kilka kilometrów prawe i/lub lewe pasy zamieniały się w pasy zjazdowe lub przechodziły we wspomniane drogi płatne (toll roads). Jadąc środkiem unikałem kłopotliwego zajeżdżania drogi.  Z czasem jazda po teksańskich autostradach bardzo mi przypasowała. Nie lubię specjalnie porównań typu „gdzieś tam jest lepiej niż u nas”, ale patrząc choćby tylko infrastrukturę drogową… tam po prostu JEST lepiej.  Nie widziałem nigdzie na świecie tak rozwiniętego, tak, wbrew początkowemu wrażeniu, uporządkowanego systemu drogowego jak w Houston i mimo, iż nie przepadam za prowadzeniem samochodu, zacząłem odczuwać przyjemność z samej jazdy.

 

#3. Hostel.

„Własny” samochód i gęsta sieć dróg, dawały mi rzadką w mojej podróży możliwość swobodnego wyboru miejsca noclegowego. Nie byłem ograniczony bliskością dworców lub przystanków komunikacji miejskiej. Mogłem śmiało wybierać w znacznie szerszej ofercie.  Po trzech dniach pobytu u Karoliny i Hirka, grzeczność nakazywała opuścić ich gościnne progi i przenieść się do jakiegoś hostelu możliwie blisko centrum Houston.
– Ale masz upatrzone jakieś miejsce – pyta Hirek?
– Aha, nawet zrobiłem już rezerwację! Dobre rekomendacje i, co mnie zdziwiło, zadziwiająco niska cena, nawet jak na Teksas.
Uruchamiam mapę w smartfonie. Hirek chwilę się jej przygląda. Zmniejsza skalę i patrzy na okolicę. Lekko marszczy brwi, dziwnie się uśmiecha i szepcze dwa słowa do Karoliny.
– O co chodzi? – pytam.
– Nie, nic takiego, fajny hostel – mówi Tscharna.
– Przecież nigdy w nim nie był. O co naprawdę chodzi?
– Eee… no jakby ci to powiedzieć… to taka nasza „tęczowa” dzielnica…
Świetnie.

 

lokacja hostelu

Kiedy podjechałem pod wskazany adres, ciężko się zdziwiłem.

  • Po pierwsze miejsce znajduje się w pobliżu centrum Houston, ale kompletnie się bliskości centrum nie odczuwa. Niska zabudowa, zerowy ruch samochodowy.
  • Po drugie, hostele zazwyczaj z zewnątrz wyglądają mało zachęcająco (ten wyglądał niemalże jak dworek) i z reguły nie mają też swojego, wewnętrznego parkingu.
  • Po trzecie, infrastruktura (tarasy balkonowe przy pokojach, pokój bilardowy, sala kominkowa, duży basen itd.).
  • Po czwarte, fajny klimat nie mający związku z „tęczowością” dzielnicy.

Generalnie Morty Rich Hostel (bo tak brzmi jego nazwa) jest na wskroś nietypowy. Z zewnątrz wygląda jak wspomniany dworek, czy okazała willa położona na zielonej wyspie. Zresztą opisywanie mijałoby się z celem. Zapraszam na krótki spacer.

Tu w ogóle wszystko sprawiało wrażenie nie z tej bajki.
Okazałe domy w cenie chatek w Europie, apartamenty w cenie klitek w Londynie,  bezpłatne autostrady rodem z filmów science-fiction, hostele spełniające kryteria trzygwiazdkowych hoteli w cenie posiłku w McDonaldzie, w sklepach frykasy w cenach z Biedronki, benzyna w cenie 1,8 zł/litr,  czy lejące się strumieniami półdarmowe piwo. A to tylko znikoma próbka tego co Houston może zaproponować backpackerom, czy w ogóle odwiedzającym to miasto. Gdyby jeszcze nie ten naciągacz z Alamo…

I całkowicie serio. Houston jest najszybciej rozwijającym się miastem w Teksasie i prawdopodobnie w całych Stanach Zjednoczonych.
Dlaczego? Czym różni się od innych?
Trochę statystyki.

#4. Houston.

Wszystkie dane poniżej dotyczą wyłącznie Houston. Nie USA, nie Texasu. Tylko samego, cholernego, Houston.
Za chwilę będzie jasne, dlaczego mówią o nim „obrzydliwie bogate miasto, obrzydliwie bogatego stanu.
Od czwartego punktu, lepiej usiąść 🙂

  1. Miasto zostało założone w 1836r. a więc liczy sobie dopiero 180 lat.
  2. W 1850 Houston zamieszkiwało 2,4 tys. osób. Dziś zamieszkuje je 2,1 mln mieszkańców, a wliczając teren aglomeracji, ich liczba oscyluje wokół 6,0 mln. Od 2000r. ilość mieszkańców przyrosła o 26%!
  3. Na terenie aglomeracji używa się 90 języków i aż 92 kraje posiadają w Houston swoje placówki konsularne.
  4. Produkt Regionalny Brutto jaki wypracowała aglomeracja Houston w 2006r. wyniósł 326 mld USD i był wyższy niż PKB takich krajów jak Austria, Arabia Saudyjska czy …Polska.
  5. Gdyby Houston było niepodległym państwem, stanowiłoby 30 gospodarkę świata, a tylko 21 krajów (poza USA) posiada PKB wyższe niż PRB aglomeracji Houston.
  6. Koszt utrzymania (CLI) jest o 9% niższy niż amerykańska średnia, a same tylko koszty mieszkaniowe (zakup, czynsze, opłaty, najem) są niższe aż o 21%.
  7. W Houston ma siedzibę ponad 5000 firm działających w sektorze energetycznym.
  8. 23 firmy z Fortune 500 mają swoje centrale w Houston (jednie w Nowym Jorku jest ich więcej).
  9. W lutym 2015r. stopa bezrobocia w Houston wynosiła… 4,3% wykazując tendencję spadkową

Dla osób z potencjałem, Houston, czy szerzej Texas, może być z całą pewnością swoistą ziemią obiecaną. Możliwości jakie oferuje to miasto są (przynajmniej na obecną chwilę) niemal nieograniczone. Mimo, iż powszechnie wiadomo, że gospodarka Texasu w dużej mierze jest oparta na węglowodorach widać, że Houston dobrze przygotowuje się na ewentualne załamanie rynków paliwowych.

A jak postrzega Houston i ogólnie Teksas nasza rezydentka, czyli Karolina?

 

A jako, że zatoczyliśmy koło i wróciliśmy do Tscharnej, czas na zamknięcie wątków.

Epilog („poświntuszymy”).

Pewnie niektórych zaintrygowało, co Tscharna miała na myśli proponując w poprzedniej części owe świntuszenie i co się dalej działo z Suzy. Hm… niestety rozczaruję pewnie sporą część czytelników, ale kompletnie nie będzie to miało nic wspólnego z tym, o czym pewnie pomyśleliście.

Otóż Karolina wraz z mężem mają absolutnego, kompletnego zajoba na punkcie …świnek morskich. Ich całkiem pokaźny apartament, jest w gruncie rzeczy wybiegiem dla Phobosa i Deimosa (a w zasadzie Phobos i Deimos, gdyż to „one” są) dwójki przypominających pluszaki stworów.

texas (1 of 1)-6

texas (1 of 1)-5

 

Rozmowy o czym by się nie toczyły niemal za każdym razem zdryfowywały w stronę guinea pigs. Tuż przed wizytą, Tscharna przesłała mi takie coś: „Jeszcze jedno – mam nadzieję,że lubisz świnki morskie. Bo nas jest zasada- przychodzisz w gości – dostajesz świnkę morską do głaskania. Bez wyjątków. Dziewczynki są bardzo towarzyskie i jeszcze nikogo nie udziabały”. No i miała rację – nie udziabały 🙂

A co do Suzy… cóż. Posiedzieliśmy, pogadaliśmy. Było miło i sympatycznie, po czym …rozeszliśmy się do domów.

 

********************

Następna relacja z Houston będzie dotyczyła głównego celu mojej wizyty w Teksasie, czyli NASA.

 

Korzystałem z danych publikowanych na stronach:

http://www.bls.gov/eag/eag.tx_houston_msa.htm
http://www.houstontx.gov/abouthouston/houston-facts-and-figures

No i oczywiście z bloga Karoliny: http://kowbojki.blogspot.com/

  • Rysio z Klanu

    Hej, Jestem fanem bloga ale rozczarowała mnie jedna sprawa. Wchodzę na bloga widzę tekst i czytam a tam odwołania do innego tekstu a ja nie pamiętam o czym piszesz. Mówię o co chodzi? Przegapiłem jakiś tekst? No dobra może mam problemy z pamięcią, trudno. Ale wchodzę na Joe Monster a tam inny tekst, do którego jest odwołanie tutaj. Myślałem, że blog jest głównym źródłem na ja Joe tylko kopiujesz. Powinieneś najpierw wrzucać tutaj :). Pzdr.

    • Nagato

      Cześć!
      Przepraszam, mój błąd. Ustawiłem złą datę publikacji i ukazała się tylko druga część. W tej chwili widoczne są obie. Zasadniczo jest to (prawie) ten sam tekst który został opublikowany na JoeMonster.
      Od przyszłego tygodnia, chyba faktycznie zrobię tak aby wpisy na blogu ukazywały się z lekkim wyprzedzeniem. Dzięki za uwagę 🙂

  • Pingback: Nie podskakuj Teksańczykom, czyli „mała Tscharna” w Houston | NAGATO()

  • http://crumbsofboredom.pl/ Savon

    chyba ta teksanska megalomania podoba mi sie najbardziej.. ale tez jakies takie bezproblemowe podejscie do zycia ..przy twoich wczesniejszych relacjach z japonii jest to totalny kontrast codziennego funkcjonowania tubylcow

    • Nagato

      Ano był kontrast. Kompletnie inny świat. A ta ich megalomania jest jedyna w swoim rodzaju. 🙂

      • Dominik

        Co do megalomanii to wszystkie duże miasta mają lotniska międzynarodowe. Ale nie Houston, Houston ma międzykontynentalne (George Bush Intercontinental).

        • Nagato

          Sądzę, że oni uważają, iż należy ich raczej podziwiać za umiar.W końcu mogło się nazywać George Bush Intergalactic.

  • Tomkus

    Hej, naprawdę namieszałeś mi w głowę tym Texasem! Szukam swojego miejsca do życia dosyć aktywnie (pozdrowienia z Irlandii – aktualnie deszczowej i zimnej, chociaż to fakt – zielonej) ale Texas wydaje mi się strzałem w dziesiątkę – luz, genialna pogoda, bezproblemowe życie. Ehh….mogę tam krowy paść, nie ma problemu 😉 Szymon – tak trzymaj, śledzę twoje eskapady na bieżąco i kibicuje. Czekam z niecierpliwością na kolejny odcinek z Houston!

  • Bartosz Milewski

    Cześć Nagato. Trafiłem na Twojego bloga całkiem niedawno i powiem tak. Czytam wszystkie wpisy jak jakiś porąbany, strasznie ciekawe! proszę o więcej 🙂 świetna robota stary! Zazdroszczę takich dalekich wypadów. Ja w tym roku zaczynam swoją podróż po Europie i mam zamiar zrobić coś podobnego jak ty na swoich filmach i wpisach na blogu. Powodzenia w dalszych wyprawach 🙂

    • Nagato

      Dzięki serdeczne!
      I powodzenia na szlaku 🙂

  • Sveq

    Cholernie mnie tym Teksasem zaintrygowałeś. Jako przyszły inżynier budownictwa drogowego, po zdobyciu uprawnień planuję emigrację do kraju, gdzie jest więcej pracy w moim zawodzie (oczywiście jeżeli w Polsce się nic nie zmieni, na co niestety się nie zapowiada) i Teksas wygląda wyjątkowo przyjemnie 🙂
    Ps. to jedyna strona, którą wykluczyłem z adblocka. Czuwaj 🙂

    • Tommy45

      Ale wiesz że z adblockiem to taka sama sytuacja jak z gościem który przychodzi po projekt który zrobiłeś, patrzy myśli że za drogo i bierze za free ? 😀

      • www4

        Ale on WYŁĄCZYŁ Adblocka, więc te reklamy widzi (są na tej stronie w ogóle jakieś reklamy?), ergo Nagato dostaje hajsy.

        • Tommy45

          Chodziło mi ogólnie o używanie adblocka 😀

          • www4

            Ale co zrobisz, jak na każdej stronie masz 2 reklamy podążające, 5 banerów i jeszcze wyskakujące okienka :/

          • Gienia co nazwy ciągle zmienia

            Zgadzam się z www4. Nigdy bym nie włączał adblocka gdby nie te strasznie inwazyjne reklamy. Ostatnio Kwejk wyrzucił wkurzające reklamy i od tamtego czasu też wyłączyłem na ich stronie adblocka. A więc chyba da się. P.S. Nagato też wyłączyłem adblocka na Twojej stronie bo bardzo cenię Twoją twórczość i oczywiście podziwiam (przede wszystkim za porzucenie nudnego korporacyjnego życia :))

    • Nagato

      Zaczekaj z tą emigracją! A kto będzie realizować te wypasione projekty u nas? My też chcielibyśmy jeździć po takich autostradach jak Teksańczycy :))

      • Sveq

        Oczywiście, z tą emigracją brzmi groźnie. Zanim będę miał uprawnienia muszę pracować przez 2 lata w zawodzie. Przez ten czas okaże się, czy będą wypasione projekty :). Najbliższa większa inwestycja w moim regionie to budowa S6, jednakże, w Polsce jest bardzo bogato, i zamiast przerabiać istniejące drogi, budujemy wszystko od nowa, więc raczej pieniędzy na inne inwestycje szybko nie będzie. No ale pożyjemy, zobaczymy 🙂

        Jeszcze tylko napisz jakie zwierzęta w tym Teksasie tylko czyhają, żeby Cię zabić i mogę decydować 😉

  • jezzyk

    hmmm z ceną paliwa trochę lipa… 3,29 $ za galon… takie ceny widziałem na koniec marca, nijak nie wychodzi 1,8 zł za litr…, piwo w sklepie ok 1 $, no i trzeba wszędzie do ceny doliczać VAT czyli 8,5%. A w samym Houston jest wiele do zwiedzania poza NASA, choćby USS Texas… tylko na wszystko trzeba mieć duuuużo czasu… i faktycznie przestrzenie ogromne. Pozdrawiam

    • Nagato

      Hej 🙂
      Podając cenę paliwa kierowałem się pamięcią (w listopadzie było 2,10) oraz serwisem http://www.houstongasprices.com/GasPriceSearch.aspx. Dzisiejsza (12/04) cena minimalna za galon paliwa to 1,99 USD (kiedy pisałem artykuł wynosiła 1,83). Jako że pojemność galonu w litrach i kurs USD w PLN na chwilę obecną są identyczne (3,78), więc cena paliwa w za galon w USD jest równa cenie paliwa za litr w PLN. Czyli 1,83.
      W każdym większym mieście jest zazwyczaj sporo atrakcji, ale nawet sami Houstończycy mówią, że pod tym względem daleko im nie tylko do Rzymu czy Paryża, ale nawet do innych miast amerykańskich.
      Ot… miasto do życia 🙂

  • http://www.idziesiec.pl/ iDziesiec

    NASA! Już nie mogę się doczekać!

    • Nagato

      Jedna z tych atrakcji, która na żywo wygląda nieporównywalnie lepiej niż na najlepszych zdjęciach.

      • therion

        Bo zdjęcia NASA robione są przez NASA 😛

  • Magda

    Rewelacyjnie się czyta wszystkie, absolutnie wszystkie wpisy, filmiki ciekawe i jest tylko jedno ale… czemu tak mało!? Taki żart, bo oczywiście wpisy zamieszczane są w sensownych odstępach czasu, ale kończąc jeden natychmiast chce się zaczynać czytać kolejny i trudno czekać cierpliwie 🙂 Najszczersze gratulacje talentu i dzięki za dodatkową motywację do dalszego podróżowania, bo mimo że zaczęłam już moją „backpacerską przygodę”, to czytając Twoje historie odważniej myślę o coraz dalszych podróżach.

    • Nagato

      Magdo, dziękuję za powyższy, przemiły komentarz i życzę… zresztą nie ma co życzyć, to po prostu trzeba przeżyć. Chyba każdy kto wciągnął się w podróże z plecakiem, wie, że tej frajdy nic nie zastąpi. Niemal każdego dnia zapisujesz we wspomnieniach kartę pamiętnika bogatszą od wikipedii, bardziej kolorową niż albumy National Geographic i ciekawszą niż najlepsze blogi.
      Niekoniecznie musi być daleko, chociaż egzotyka zawsze kusi 🙂
      Dodam tylko, że jedne z najfajniejszych przygód jakie mnie spotkały, miały miejsce …w Polsce. Będzie i o nich 🙂

  • therion

    W dowód najwyższego uznania dla tego co robisz i piszesz – instrukcja:
    1. Wypuść serię kubków.
    2. Dawaj k….a kubek!

    • Nagato

      Czyżbyś… czyżbyś zacytował …klasyka?
      Czas najwyższy wydać „Dzieła Wybrane”
      🙂

      • therion

        Mądrości zebrane pod tytułem „Co na to Nagato?” 🙂

  • Cziken

    Byłem w Houston służbowo, około roku temu. Okropne miejsce! Chyba najgorsze, w jakim byłem.
    Chcieliśmy z koleżanką coś zobaczyć. Nie da się, bo nic nie ma. Centrum NASA, jak sam wspomniałeś, było w chorobę za Houston. Autobusem nie dojedziesz.
    Chcieliśmy pożyczyć samochód i pojechać przed siebie. Wszystkie samochody z automatyczną skrzynia biegów, a a ni ja, ani koleżanka… Jedyna pozytywna rzecz, to widok niewielkich rozmiarów koleżanki w pickupie wielkim jak jasna cholera, bo najpierw dopełniliśmy wszystkich formalności, potem dopiero się okazało, że to jednak automat (koleżanka spytała przytomnie wcześniej – „yes, yes, manual”, a potem się okazało, że pani się pomyliła…).
    Pogoda do de, chodników, jak napisałeś, w związku z licznymi i zatłoczonymi drogami i rozjazdami – hałas całą dobę. W końcu koleżanka poszła na zakupy, a ja – do parku (znaczy, tak nazwałem te dwa rzędy po siedem drzew w każdym).

    NIGDY WIĘCEJ!!!

    • Nagato

      Cześć 🙂
      A bo to trzeba było do Tscharnej wbijać. Oni mieszkają niedaleko Parku G. Busha, drzew dużo i ogólnie fajnie.

      Osoba która potrafi jeździć z manualną skrzynią biegów w Teksasie, w oczach miejscowych uchodzi co najmniej za wysoce kwalifikowanego inżyniera z pobliskiego NASA – równie dobrze mógłbyś poprosić o prom kosmiczny 🙂
      Zaś co do pogody… jak to się mówi, co kto lubi. W czasie służbowych wyjazdów, kiedy przez większą część dnia musiałem przestrzegać różnych dreskodów, skeduli i reszty tego korporacyjnego pierdzielenia, NIE-NA-WI-DZI-ŁEM lata. Nadal zresztą za nim nie przepadam. Zasadniczo najbardziej lubię… jesień, ale lato, w fajnym otoczeniu (baseny itp.) mi nie przeszkadza. 🙂

  • Ctpel

    szacun i tyle chyba wystarczy

    • Nagato

      Cała przyjemność po mojej stronie 🙂

  • Nagato

    Hej 🙂 Mówimy z Karoliną o broni automatycznej, bo to …jest broń automatyczna. Każdy Teksańczyk wie, że przepis to jedno, a życie kompletnie co innego. Zgodnie z tym pierwszym otrzymanie pozwolenia na automat jest rzeczywiście mocno utrudnione, co nie znaczy, że nie możesz takiej broni fizycznie posiadać. Firmy takie jak http://arfakit.com/ oferują gotowe zestawy do taniej adaptacji twojego legalnego semi XM-15 w pełnowymiarową „piętnastkę” full-auto. Możesz być pewien, że koleś z konfederatką w obejściu, wszystkie swoje semi poprzerabiał zaraz po zakupie. Paranoja prawna dopuszcza sprzedaż rozkompletowanego zestawu do przeróbki, ale zabrania jego montażu, co oczywiście wszyscy olewają. 🙂
    Ale fajny, rzeczowy wpis. Dzięki 🙂

    • Michał

      No proszę. To bardzo ciekawe. Tym bardziej chciałbym w Teksasie zawitać na dłużej . Mieszkam w Irlandii, a tu bardzo niewiele można. Wszystko zależy od szczęścia w loterii wizowej 😉

  • Gienia tym razem z więzienia

    A co z zagadką z nożem – było gdzieś rozwiązanie, które przegapiłem?

    • Nagato

      W wariancie skróconym pojawiło się w komentarzu Azaki w poprzedniej części. Pełne rozwiązanie podał @piranha na JM: „Nóż wzorowany na nożu używanym przez jednego z obrońców Alamo, Jima Bowie. Znany też jest pod nazwą Alamo Bowie Knife”

  • darex13

    Będzie część trzecia? Rewelacyjnie się to czyta. 🙂

    • Nagato

      Dzięki 🙂
      Będzie 🙂