draft kamikaze2

Japońska „Wunderwaffe” – część 1

Jak doszło do powstania japońskich jednostek samobójczych kamikaze i kaiten? Historia jest nieco dłuższa, ale myślę interesująca i co ciekawe, zawiera mocny, polski akcent.

#1. Geneza I (Japonia, 1274)

19 listopada 1274r. do Zatoki Hakata będącej dzisiaj częścią Fukuoki wpłynęły mongolskie okręty. Kubilaj-Chan rozpoczął inwazję na japońskie wyspy macierzyste.
Równo co do dnia, 740 lat później, miałem przyjemność podziwiać malowniczy krajobraz, w którym miały miejsce jedne z najdziwniejszych bitew w historii. Zatoka Hakata to piękne i zarazem ciekawe miejsce.

Jest relatywnie niewielka, a jej półkolisty, zakończony długą, piaszczystą mierzeją kształt, z definicji powinien tłumić ewentualne sztormowe fale. Między innymi dlatego właśnie to miejsce zostało wybrane przez Mongołów by pełnić rolę XIII-wiecznej Omaha. Najeźdźcy w sile 17 tys. chłopa, starli się z mniej licznymi oddziałami japońskimi, jednak nie przewidzieli, że wyspiarze będą bronić się z taką zawziętością.

Kubilaj-Chan, scena z serialu „Marco Polo”, 2014.


Po kilku dniach, przy dość poważnych stratach, Mongołowie postanowili wycofać się na kontynent. Wbrew powszechnemu mniemaniu, żaden mityczny „boski wiatr” który miałby roztrzaskać inwazyjną flotę się nie pojawił (nie ma o nim wzmianki w żadnym źródle historycznym, wywodzącym się z tamtego okresu).

#2. Yamamoto I (Japonia, 1936)

Admirał Isoroku Yamamoto jest dzisiaj powszechnie uznawany za jednego z najwybitniejszych dowódców i zarazem strategów japońskiej marynarki.


Weteran wojny rosyjsko-japońskiej (1904-05), absolwent japońskiej Akademii Sztabu Marynarki oraz …Harvardu. Za młodu był świadkiem sytuacji w której pies (w innej wersji niedźwiedź), uciekał przed atakiem roju dzikich pszczół. Ta obserwacja i wyciągnięte z niej wnioski mocno wpłynęło na poglądy przyszłego architekta najbardziej znanego rajdu w historii wojskowości – ataku na Pearl Harbor.
Kiedy w 1936r. Yamamoto w randze kontradmirała został wiceministrem marynarki wojennej, wymusił rozbudowę floty lotniskowców (uli), kosztem okrętów liniowych (niedźwiedzi), chociaż nie udało mu się wstrzymać realizacji nonsensownego, megalomańskiego projektu „Yamato” – budowy dwóch największych pancerników, jakie kiedykolwiek pływały po oceanach.

 

#3. Rajd I (Tarent, 1940)

Brytyjski atak na Tarent kompletnie zmienił oblicze morskich bitew.
W listopadzie 1940r, niewielki zespół uderzeniowy Royal Navy, skupiony wokół lotniskowca HMS Illustrious na pokładzie którego znajdowało się raptem 21 sprawnych, dwupłatowych samolotów torpedowych, zaatakował włoskie okręty stacjonujące w teoretycznie świetnie strzeżonym porcie.


W wyniku rajdu Brytyjczykom udało się zniszczyć lub ciężko uszkodzić 3 pancerniki i 1 krążownik, tracąc jedynie dwa przestarzałe samoloty. Włoska dominacja na Morzu Śródziemnym w ciągu jednej nocy legła w gruzach. „Pszczela” teoria Yamamoto, znalazła potwierdzenie

 

#4. Geneza II (Polska, 1939)

Rok wcześniej, 6 maja 1939r. młodzi warszawscy patrioci, Edward Bożyczko i bracia Lutostańscy wydają na łamach Ilustrowanego Kuriera Codziennego odezwę do Polaków następującej treści: „(…) wzywamy wszystkich tych Polaków, co chcą niezwłocznie od­dać życie za Ojczyznę, jednak nie w sze­regach armii razem ze wszystkimi, lecz w charakterze żywych torped z łodzi podwodnych, żywych bomb z samolo­tów, w charakterze żywych min prze­ciwpancernych i przeciwczołgowych. Każda zmarnowana torpeda, bomba i mina kosztuje dużo pieniędzy, których nadmiaru nie mamy”.


W ciągu pięciu dni zgłosiło się blisko 500 młodych ochotników (do końca sierpnia było ich już 4700 – w tym 150 kobiet). 2 czerwca, w 2 Pułku Strzelców Podhalańskich zostaje sformułowany stuosobowy Samodzielny Batalion Szturmowy zwany Batalionem Śmierci, niewiele jednak wiadomo o jego dalszych losach (ponoć we wrześniu’39 brał udział w rozbiciu kolumny niemieckich wojsk pod Boguminem). W czasie obrony Warszawy, na Czerniakowie walczyło także blisko 1000 „żywych torped”. Również niewiele wiadomo o ich losach.
Wehrmaht wiedział o istnieniu batalionów śmierci i zagrożenie z ich strony traktowano bardzo poważnie. Po zakończeniu kampanii wrześniowej nastąpiło polowanie na niedoszłych rekrutów do takich misji. Co ciekawe, oprócz nazwy, „torpedy” niewiele miały wspólnego z marynarką. Były wprawdzie prowadzone wstępne szkolenia kandydatów, ale nie skonstruowano nawet prototypu takiej broni.
Precyzyjniej – nie zrobiono tego w Polsce.

 

#5. Rajd II (Pearl Harbor, 1941)

W 1941r. mimo ograniczeń wynikających z obowiązującego do 1936r. Traktatu Waszyngtońskiego, Japonia była zdecydowanie największą siłą na Pacyfiku i wojna z USA wydawała się tylko kwestią czasu.


Admirał Yamamoto był jej przeciwny. Był nacjonalistą, ale nie fanatykiem i wiedział, że wbrew gabinetowym wizjom roztaczanym przez polityczne jastrzębie, Japonia nie będzie w stanie takiego konfliktu długotrwale prowadzić, o wygranej nawet nie wspominając. Wiedział także, że mimo jego obaw i zastrzeżeń, sama konfrontacja jest nieunikniona, a prowadzenie jej honorowymi metodami przyniesie Japonii pewną klęskę. Admirał przygotował plan rajdu, będący mocno rozbudowaną wersją ataku na Tarent. Ilość lotniskowców wzrosła do 6, ilość okrętów eskortujących (nie licząc okrętów podwodnych) do 22, a zamiast 21 przestarzałych samolotów zabrano 417 nowoczesnych maszyn z których 351 wzięło udział w nalocie. Jaki był efekt rajdu powszechnie wiadomo:

Na tym tle, straty po stronie japońskiej wydają się niemalże symboliczne: 29 samolotów (7%), 5 miniaturowych łodzi podwodnych oraz 64 poległych pilotów i marynarzy. Jednak starannie pomijany fragment z biografii adm. Yamamoto wskazuje, że pierwotnie zakładane straty własne miały być nieporównywalnie większe. Celem rajdu miała być neutralizacja potęgi amerykańskiej floty Pacyfiku i wypracowanie pozycji równorzędnego „partnera” na tym obszarze, a to oznaczało, że poza dokonaniem spustoszenia w Pearl Harbor, trzeba było za wszelką cenę zachować najważniejsze i najtrudniejsze do odtworzenia własne aktywa, czyli lotniskowce.

Dystans z Kure do Pearl Harbor wynosi w linii prostej 6900 km (ca. 3700 mil morskich).

Rzecz w tym, że prostej drogi Japończycy wybrać oczywiście nie mogli. Od początku było wiadome, że z każdym dniem, z każdą przebytą milą, szanse na udany atak z zaskoczenia będą malały w postępie geometrycznym. Mimo, iż Japończykom udało się rozwiązać wiele technicznych aspektów związanych z nalotem, problemem numer jeden było dopłynięcie armady możliwie blisko archipelagu, w sposób niezauważony. Zasięgi samolotów biorących udział w rajdzie przedstawiały się następująco:

  • Aichi D3A1 – 1464 km (790 mil morskich)
  • Nakajima B5N2 – 1280 km (690 mil morskich)
  • Mitsubishi A6M2 Zero – 2350 km (1270 mil morskich).

Dodając dwa (zasięg samolotów) do dwóch (odległość operacyjna) widać, że aby maszyny mogły wystartować, sformować szyk, wykonać misję i powrócić, zespół uderzeniowy musiał podpłynąć niemal pod hawajskie rafy, 280 mil od wybrzeży Oahu. Yamamoto wiedział, że jeśli nie uda się zaskoczyć Amerykanów i podejmą oni walkę lub, co gorsza, uda im się sformować grupę pościgową, ryzyko operacji stanie się zbyt duże i trzeba będzie możliwie szybko wycofać przynajmniej cztery największe lotniskowce. Los walczących nad Pearl Harbor pilotów byłby wówczas przesądzony. Po skończeniu paliwa, część z nich otrzymała instrukcje by wodować na wodach okalających Oahu i oczekiwać na zabranie przez okręty podwodne, ale część miała swoje maszyny skierować na wybrane cele i, ku chwale cesarza, podnieść skuteczność nalotu, przy okazji kończąc swoje życie.
Jak wiadomo z historii, tak się nie stało. Faktem jest jednak, że taka opcja była poważnie rozważana już na początku konfliktu.

#6. Yamamoto II (Oceania, 1942)

Skuteczność lotnictwa morskiego została potwierdzona. Niewątpliwy sukces admirała Yamamoto, któremu w ciągu dwóch godzin, przy niemal zerowych stratach udało się wyeliminować 8 amerykańskich pancerników i 13 innych okrętów, wykazał, że czas tradycyjnych morskich bitew polegających na wzajemnym, wyniszczającym okładaniu się z dział, odchodził do lamusa. Yamamoto uczestnicząc w wodowaniu tydzień po rajdzie na Pearl Harbor superpancernika Yamato, dumę japońskiej floty i politycznych gabinetów, wypowiedział sławetne i chętnie cytowane dzisiaj zdanie:

Z ciekawostek.
Czy wiecie ile pancerników znajduje się dzisiaj na stanie największej morskiej potęgi na świecie czyli US Navy?
Odpowiedź: Ani jednego.

Od początku 1942r. Japonia z sukcesem realizowała swoje plany ekspansjonistyczne, a ich potęga wydawała się być nie do powstrzymania. Japończycy zajmowali coraz większe obszary Azji oraz Oceanii, kilkakrotnie udało im się zbombardować terytorium Australii.

Wydawało się, że dalsze podboje są jedynie kwestią czasu.

Na ciąg dalszy zapraszam TUTAJ. Wyjaśni się dlaczego potęga japońska się załamała, jaką naprawdę funkcję pełniły superpancerniki i co wspólnego miało amerykańskie polowanie na admirała Yamamoto z …Blackbirdem. A skoro o Blackbirdzie mowa, będzie też trzecia część opowieści płk. Kinego.

Uwagi:
1. Z konieczności powyższy tekst jest dużym uproszczeniem. To bardziej trailer, niż artykuł. Pełniejsza wersja ukaże się niedługo (znaczy, tak planuję) w wersji filmowej.
2. Słowo do DC (Drogich Czepiaczy). Zanim pojawią się kontrargumenty, chciałbym nieskromnie poinformować, że wojna na Pacyfiku to mój konik i posiadana przeze mnie wiedza wychodzi znacznie poza „Burzę nad Pacyfikiem”, publikacje Ospreya, czy tym bardziej, zadziwiająco kulawą w tym temacie, Wikipedię. Daleko mi do nieomylności, ale jeśli powołuję się na jakieś liczby, czy piszę, że parametry samolotu, przebieg zdarzenia, liczba maszyn czy poglądy niektórych osób były takie to a takie, to znaczy, że dane te zostały przeze mnie zweryfikowane, możliwie blisko źródeł m.in. w Japonii, Włoszech, USA i Australii.
3. Źródła, z których brałem dane do punktu #4.
http://my3miasto.pl/kultura/zywe-torpedy-patrioci-czy-desperaci/
http://historia.focus.pl/wojny/kampania-wrzesniowa-gazy-bojowe-i-zywe-torpedy-przeciwko-niemcom-1614?strona=3

********************

I zagadka:

 

  • Jan Pielorz

    Wojna na Pacyfiku to także mój „konik”. Ale nie będę wdawał się w polemiki ;-). Czekam z niecierpliwością na zapowiedzianą wersję filmową. Bardzo dobry tekst. Gratuluję. Zgadzam się też niestety z opinią dotyczącą Wikipedii w tym zakresie. Może sami uzupełnimy braki i nieścisłości? Przynajmniej trochę.

  • Pingback: Japońska „Wunderwaffe” – część 2 | NAGATO()

  • Michał Renc

    @Zagadka – nie było wersji A6M4. Natomiast numeracja (podaję za T. Januszewski K. Zalewski „Japońskie samoloty marynarki 1912-1945” ś.p. wyd. Lampart) dojechała do A6M7 (w służbie, niewielka ilość) i A6M8 (2 prototypy z silnikiem Kinsei)

    • Tanrvf

      Numerując wersje „zera” pominięto A6M4 bo japońskie し-„cztery” czyta się tak samo jak 死-„śmierć” (shi)

  • http://bwotr.pl/ Bookworm

    Bardzo mi się podoba Twoje stwierdzenie z punktu 2. i już niecierpliwie czekam na pojawienie się DC :) oczekując, że zrobisz z nimi to, co Pudzian wczoraj zrobił 😉 ze swoim przeciwnikiem.
    A kwestii żywych torped, nie dawało mi spokoju, gdzie już kiedyś o nich wzmiankę widziałem i voila – blog Bishopa 😉 5 lat temu
    http://blogbiszopa.pl/2010/04/kamikaze-po-polsku/

  • DonBolano

    Dobry pomysł z mikrofonem (?), bo wcześniejsze filmiki bardzo cichutko nagrane i dużo wiatru hula. 😉

    Idę czytać drugą część :)

    • Nagato

      Był mikrofon, tyle, że zgubiłem gdzieś jedną kartę z plikami dźwiękowymi (dlatego jedno nagranie – to sprzed muzeum w Kure, jest z oryginalną ścieżką z hulającym wiatrem) :)

  • Patryk Silver

    Japończycy nie lubią liczby 4 ponieważ brzmi tak samo jak słowo śmierć i stanowi u nich zły omen. Dlatego też w budynkach nie ma ( przynajmniej z nazwy ) czwartego piętra, czy też mieszkania. Tak więc nigdy nie powstała wersja samolotu o numerze 4.

  • pepe72

    Skoro wojna na Pacyfiku to twój konik ;). Twierdzenie, że atak na Pearl Harbor zakończył się sukcesem w momencie, gdy Amerykanie wyprowadzili wszystkie swoje lotniskowce to taka trochę przesada 😉

    • cyanide19

      Japończycy założyli sobie osiągnięcie trzech celów podczas ataku na Pearl; likwidacja pancerników, likwidacja lotniskowców i zniszczenie zapasów ropy. Dwóch celów nie zrealizowali wcale (zapasy ropy miały być zniszczone w trzeciej fali ataku, która w ogóle nie wyleciała z lotniskowców), a wyłączenie z walko to kwestia dyskusyjna- zniszczono „na amen” tylko dwa, reszta po dłuższych lub krótszych naprawach zdążyła jeszcze wrócić do służby i wziąć udział w walkach na Pacyfiku (no i w stoczniach budowały się już nowe pancerniki dla Jankesów). Zyskali wtedy trochę czasu na zajęcie Filipin i innych terytoriów, plus odnieśli przed Midway sporo zwycięstw nad uszczuplonymi siłami USN i sojuszników (Atak na Force Z, bitwa na m. Jawajskim) ale i tak ciężko uznać ten nalot za jakiś wielki sukces.

      • pepe72

        Jeszcze trzeba pamiętać, że w USA dominował izolacjonizm i bez ataku na Pearl Harbor rząd USA nie miał mandatu do wejścia do wojny. Zaś w efekcie skrajnie socjalistycznej (jak na USA) polityki wewnętrznej za Roosevelta (m.in. konfiskata złota Amerykanom) kraj był w kryzysie ekonomicznym.
        Sumując Atak na Pearl Harbor był sukcesem ale raczej USA niż Japonii.

        • cyanide19

          Oczywiście że tak. W historii stosunków amerykańsko-japońskich widać zresztą, że to USA prowokowało Japonię do wojny i do zdobycia hegemonii na Pacyfiku. Taki atak jak Pearl to był dla rządu amerykańskiego idealny pretekst do rozpoczęcia konfliktu- przy stosunkowo niedużych stratach udało się wkurzyć naród i popchnąć go do wojny. Japonia sama z siebie dość długo do wojny z anglosasami nie dążyła, w końcu była w entencie podczas I wojny a Anglia była dla nich ważnym partnerem przemysłowym, ale relacje między Tokio a Waszyngtonem i Londynem zaczęły się psuć dopiero po traktatach waszyngtońskim i londyńskim (sic!) w których Japonię, czyli sojusznika, poniżono narzucając im rozbrojenie. Później do tego doszły jeszcze embarga i angażowanie się w konflikt japońsko-chiński…i tak oto Ameryka załatwiła sobie wojnę.

      • Nagato

        Odwróćcie pytanie. Czy w ogóle doszłoby do japońskich podbojów na Pacyfiku w 1942, gdyby nie Pearl Harbor? To jak, sukces czy nie? :)

        • cyanide19

          To prawda że sporo im ten atak umożliwił, ale jeśli przyrównać japońskie założenia przed atakiem do tego co faktycznie osiągnęli.
          Poza tym z czysto wojskowego punktu widzenia jeśli do ataku na 8 stojących na kotwicy i bez osłony przeciwlotniczej pancerników wysyła się dziesiątki samolotów bombowych i torpedowych i udaje się im zniszczyć tylko dwa okręty, to nie jest to zbyt dobry wynik 😉

          • cyanide19

            Ucięło mi pierwsze zdanie, jeśli przyrównać założenia do osiągnięć to wychodzi to blado :)

    • Nagato

      Zakończył się japońskim olbrzymim sukcesem, co zgodnie przyznają OBIE strony. Jak zresztą inaczej nazwać rozwałkę 21 okrętów, w tym wszystkich pancerników floty Pacyfiku, zniszczenie blisko 320 myśliwców i bombowców w tym ponad połowy trwale, (o 3,5 tys. zabitych i rannych nie wspominając), kosztem 29 samolotów, 5 podwodnych mini-okręcików i 65 ludzi? Lotniskowce były celem podstawowym, ale nie jedynym.
      Natomiast co do tego czy o planowanym rajdzie Amerykanie zawczasu wiedzieli i niejako „pozwolili” Japończykom na całą akcję, do dzisiaj spierają się historycy z miłośnikami teorii spisowych. Co ciekawe, „spiskowcy” posługują się całą masą racjonalnych argumentów. I to właśnie tropem tych teorii przejechałem USA z zachodu na wschód. O tym będzie nieco później, ale już tylko w wersji filmowej.

      • pepe72

        Jak rozumiem historycy z którymi się zgadzamy są ok a pozostali to „miłośnicy teorii spiskowych”. Ale chętnie obejrzę wersje filmowe.

  • therion

    Dzisiaj będzie zupełnie serio. Jestem przekonany, że w ciągu powiedzmy roku powinieneś dostać jakiś program w TV. Nie wiem tylko jeszcze w której telewizji, ale era Cejrowskiego mija (swoją drogą absolutnie niewiarygodny fenomen, jak człowiek, którego nie da się słuchać i oglądać, gdy zaczyna się wypowiadać publicystycznie, może być tak magnetycznym opowiadaczem, kiedy występuje jako podróżnik?). Panie Nagato – to nie jest kurtuazja – autentycznie czuję, że po Haliku, Cejrowskim i Wołoszańskim (celowo mieszam te nazwiska, bo mix podróżnika i historyka byłby zabójczy), możesz być następnym wielkim. Chciałbym zobaczyć na co cię stać, kiedy TV dałaby ci budżet na zrobienie programu i cholera mam nadzieję, że doczekam :) Bo wiesz. My tu sobie możemy pisać różne historyjki do śmichu (co też ma swoją sporą wartość, przynajmniej egoistycznie w to wierzę), ale „Nagato i Wanilia” albo „W chustce na łbie przez świat” powinno dotrzeć pod każdą strzechę :)

    • Nagato

      Aż normalnie zaniemówiłem. Naprawdę.
      Halik, Wołoszański, podróżnicza strona Cejrowskiego, zaiste megamocne towarzystwo!
      Jak to dobrze, że są na świecie ludzie, którzy wierzą w nas bardziej, niż my sami :)
      Ale co by nie powiedzieć, powyższy wpis brzmi w cholerę motywująco :)))