Japońska „Wunderwaffe” – część 3

 

Zapraszam na ciąg dalszy historii o japońskich jednostkach samobójczych.
Dzisiaj słów kilka o europejskich „żywych” torpedach. Pytanie, które się nasuwa brzmi: a co to ma wspólnego z Japonią? Otóż, więcej niż się na pozór wydaje.

 

#11. Pijawka (Pula, 1918)

Pomysł nie był nowy. Już na początku XXw. kilka lat przed wybuchem I wojny światowej, plany „kierowanej” torpedy zostały opatentowane przez 25-letniego porucznika królewskiej marynarki Godfreya Herberta. Dziewięć lat później i raptem kilka dni przed zakończeniem I wojny światowej, dwóch włoskich marynarzy R. Paolucci i R. Rosetti, atakuje austriacki (chociaż formalnie należący do SHS) legendarny pancernik Viribus Unitis, podpływając doń na skonstruowanej przez siebie torpedzie o oryginalnej nazwie „Pijawka” (Mignatta).

Pijawka w zasadzie nie była torpedą w powszechnym tego słowa rozumieniu, tylko przemieszczającą się tuż pod powierzchnią, niewielką łodzią podwodną, wyposażoną w dwa autonomiczne ładunki z zaczepami magnetycznymi i zapalnikami czasowymi. Akcja nie była za bardzo w „stylu kamikaze”, gdyż obu marynarzy Chorwaci wyłowili z wody żywych i aresztowali jeszcze …przed wybuchem. Złapani jeńcy powiedzieli, że podłożyli ładunki które eksplodują o 6:30, ale nie zdradzili ich lokalizacji. Kapitan pancernika zarządził ewakuację okrętu, jednak kiedy o podanej godzinie nic się nie wydarzyło, nakazał powrót załogi. Kwadrans później nastąpiła detonacja, zatapiając Viribusa i ciągnąc na dno 400 marynarzy.

#12. Świnia (La Spezia, 1940)

Idea żywej torpedy, powróciła kilka lat przed wybuchem II wojny światowej. W przeciwieństwie do polskich planów o których wspominałem w #4 i które, o ile mi wiadomo, nigdy nie wyszły poza fazę koncepcyjną, włoscy konstruktorzy (Tesei i Toschi) stworzyli mini-okręt, uzbrojony w dwie magnetycznie głowice.

Jego dwuosobowa załoga mogła operować dwojako: podpływając do okrętu i montując ładunki przy jego burtach, lub uzbrajając je i uderzając w cel, oczywiście po uprzednim opuszczeniu pojazdu-bomby. Humanitarne? Przynajmniej pozornie. Operatorzy włoskich torped faktycznie rzadko ginęli od uderzenia czy eksplozji, po akcji jednak często zostawali w morzu, zostawieni na pastwę żywiołu i/lub przeciwnika.

Torpedę SLC po raz pierwszy przetestowano w 1936r. Niemal od razu przylgnęła do niej nazwa „Świnia” (Maiale), nie z racji jej kształtu tylko z uwagi na fatalne właściwości manewrowe i tendencję do samoczynnego topienia. Mimo ewidentnych wad, w latach 1940 – 43 wyprodukowano około 80 sztuk.

W 1940r. w czasie testów bojowych w zatoce Spezia na północy Włoch, stwierdzono, że wyposażenie operatorów torped w krótkofalówki, po to by po ataku mogli skomunikować się i wrócić na okręt – bazę jest… błędem. Otóż świadomość zabezpieczenia powrotu, znacząco pogarszała skuteczność ataków, gdyż płetwonurkowie zamiast skupić się na zadaniu, kalkulowali raczej jak przeżyć całą akcję. Systemy radiowe zostały ze Świń usunięte i tym samym determinacja operatorów znacząco wzrosła. Brzmi dziwnie, ale się sprawdzało. Czyli krok po kroku przybliżamy się do japońskiego wzorca.

#13. Rajd IV (Aleksandria, 1941)

Niecałe dwa tygodnie po ataku na Pearl Harbor, 19 grudnia 1941r, włoska Decima Flottiglia MAS (oddział morskich komandosów, taka nasza dzisiejsza Formoza, ale z faszystowskim odchyleniem), dokonuje rajdu na port w Aleksandrii. W ataku pod dowództwem Luigiego Duranda de la Penne, biorą udział trzy Świnie. Nie obywa się bez kłopotów, w końcu sprzęt jest włoski: a to silnik jednej torpedy się zepsuł i pół drogi trzeba ją było pchać, a to akwalung zaszwankował i jeden z nurków musiał zasuwać po powierzchni. Tak czy tak, oddział dociera do portu gdzie rozdziela się w stronę zacumowanych brytyjskich i norweskich okrętów. Pech chciał, że chwilę po zaminowaniu pancernika HMS Valiant, operatorzy w tym dowódca oddziału zostali pojmani.

W czasie przesłuchania nie chcieli zdradzić, ani ilu komandosów bierze udział w operacji, ani gdzie umieścili głowice. „Ach tak?” powiedział kapitan Valianta, „no to umieszczę was pod pokładem przy poszyciu i zobaczymy kto pierwszy pęknie”. Ironią losu, przedział w których uwięziono Włochów, znajdował się centralnie nad jednym z przyczepionych przez nich ładunków. Kwadrans przed detonacją, de la Penne nie wytrzymał i poprosił o rozmowę z kapitanem. Powiedział, że za chwilę nastąpi eksplozja, ale znów nie chciał ujawnić lokalizacji min. Kapitan stwierdził, że albo zdradzi miejsce, albo wróci pod pokład. Wtedy nastąpił wybuch. Okręt poszedł na dno, ale de la Penne przeżył, podobnie jak jego kolega. Druga załoga skutecznie zaminowała pancernik HMS Queen Elizabeth…

…trzecia podłożyła ładunki pod norweski tankowiec, który w wyniku eksplozji uszkodził zacumowany obok brytyjski niszczyciel HMS Jervis. Bilans: 4 alianckie okręty ciężko uszkodzone i wyłączone ze służby na wiele miesięcy. Koszt operacji: 6 pojmanych płetwonurków. Znaczy, opłacało się.

#14. Rydwan (Trondheim, 1942)

Po ataku na Aleksandrię, Brytyjczycy wyławiają jedną z uszkodzonych Świń. Mając przechwycone wcześniej w Gibraltarze i Hiszpanii dwa inne egzemplarze udaje im się, na ich bazie, skonstruować własną konstrukcję, znaną jako „Rydwan” (Chariot). Brytyjska „żywa” torpeda, została przystosowana do działania w zimniejszych, północnych wodach. Była nieco większa, nieco wolniejsza i pływała płycej niż jej włoska koleżanka, ale zabierała też o połowę cięższy ładunek i miała większy zasięg.

Brytyjskie torpedy przeszły coś w rodzaju chrztu bojowego w październiku 1942r. Podczepione pod norweski kuter rybacki Arthur, dwa Rydwany płynęły w stronę portu w Trondheim z zamiarem zatopienia stacjonującego w pobliżu, niemieckiego pancernika Tirpitz.

Cel zacny, bo Tirpitz był wyjątkowo upierdliwą przeszkodą utrudniającą aliantom dostawy broni w ramach lend-lease do Murmańska. Niestety przebieg eskapady zalatywał Monty Pythonem. Generator, którym miały być ładowane akumulatory Rydwanów, zepsuł się po kwadransie użytkowania i wylądował za burtą. Później, raptem 15 mil od celu, zerwał się sztorm i fale zerwały zaczepy od jednej torpedy. Uwolniony Rydwan nr 1 poszedł na dno, a porwana przez żywioł „dwójka” z ogromną siłą uderzyła w burtę kutra z drugiej strony. W panice szybko ją odczepiono i Rydwan nr 2 dołączył do kolegi. Chwilę później, od uszkodzeń spowodowanych przez uderzenie zaczął tonąć także sam Arthur. Misja okazała się iście samobójcza, chociaż nie taki był jej cel.


Porównanie wielkości Tirpitza, Arthura (kutra) i torpedy.

Byłoby zabawnie, gdyby smutno się nie skończyło. Rybakom i marynarzom udało się wprawdzie opuścić stateczek, a większości z nich udało się bezpiecznie dotrzeć do Szwecji. Niestety, starszy mat Robert Evans nie miał tyle szczęścia – został schwytany przez niemiecki patrol i natychmiast stracony na mocy ogłoszonego raptem kilka dni wcześniej (18.10.1942r.) rozkazu Hitlera znanego jako Kommandobefehl, nakazującego m.in. natychmiastowe rozstrzeliwanie bez sądu, alianckich komandosów operujących poza regularną linią frontu).

Zasadniczo skuteczność alianckich i włoskich operatorów niemal identycznych konstrukcji była dramatycznie odmienna. Włosi osiągali nieporównywalnie lepsze rezultaty niż ich brytyjscy odpowiednicy (według oficjalnych danych: alianckie żywe torpedy zatopiły lub uszkodziły w czasie całej wojny raptem 2 statki/okręty, włoskie – 26). Fakt ten nie umknął pewnemu porucznikowi, wschodzącej gwieździe Cesarskiej Marynarki Wojennej Japonii. Po długiej analizie, młody oficer odkrył skąd brała się taka dysproporcja. Postanowił działać – wziął nóż i …naciął sobie rękę.

#15. List (Japonia, 1943)

Po Midway i serii japońskich porażek na Guadalcanal, szala zwycięstwa zaczęła ewidentnie przechylać się na stronę amerykańską. W japońskim sztabie nerwowo szukano rozwiązań, które mogłyby odwrócić losy wojny. 5 marca 1943r, admirał Yamamoto otrzymuje dziwny list. Sześć kartek wypełniało 874 pięknie wykaligrafowanych znaków, napisanych …ludzką krwią. Jednak to nie niezwykła forma, a treść pisma przykuła jego uwagę. Nie była to typowa prośba o wsparcie, czy sugestia zmiany taktyki wojennej, przepełniona formalizmami i biurokratycznym oraz zwyczajowym pierdzieleniem. O nie. Autor listu, porucznik Hiroshi Kuroki, w prostych słowach błagał admirała o wyrażenie zgody na utworzenie jednostki „żywych” torped. W odróżnieniu od włoskich czy angielskich odpowiedników, misje japońskich marynarzy miały być jednak z definicji samobójcze. Kuroki zdawał sobie sprawę z radykalności propozycji, ale jego argumentacja była na tyle mocna, że Yamamoto zdecydował się jej wysłuchać. Niestety nie jest znane stanowisko admirała, gdyż do spotkania z Kurokim nigdy nie doszło – Yamamoto zginął miesiąc po otrzymaniu listu. Faktem jest jednak, że tuż przed śmiercią, ów list przesłał do Sztabu Marynarki, gdzie pomysł został …z gruntu skrytykowany. Kuroki się jednak nie poddał. Znalazł sojusznika, chorążego Sekio Nishinę, razem z którym, próbowali przekonywać do idei utworzenia Jednostek Ataku Specjalnego, kogo się tylko dało.

Po kilku miesiącach starań, w grudniu 1943r. obaj pomysłodawcy otrzymują upragnione zaproszenie do Tokio, gdzie mogą wreszcie zaprezentować swoją ideę Ministrowi Marynarki.

O tym jak Kuroki i Nishina sztabowców przekonywali i jakie były tego efekty, będziecie mogli przeczytać w części czwartej TUTAJ, we wtorek 23 czerwca.

 

***************************************

I zagadka:

Tematyczna. Co to jest? 🙂

  • gacek

    Mini peryskop jednej z torped do wyglądania ponad powierzchnię wody?

    • Nagato

      Dokładnie. Peryskop od kaitena typ 1. W poziomie żeby trudniej było zgadnąć 🙂

      • gacek

        Ołłł jeeee 😀

  • Vesla

    Widzę, że gacek był pierwszy 🙂 ale i dla mnie wygląda to na mini peryskop.

    • Nagato

      Ano był pierwszy 🙂