yamato

Japońska „Wunderwaffe” – część 4

 

Czwarta część historii o japońskiej „cudownej” broni, której zadaniem było odwrócenie losów wojny. Dzisiaj kilka słów o tym jak młodzi oficerowie marynarki przekonywali sztab do wdrożenia programu kaiten oraz o rekrutacji do pierwszej tego typu jednostki.

#16. Prezentacja I (Tokio, 1943)

Kuroki i Nishina przybyli do siedziby Ministerstwa Marynarki 28 grudnia 1943r. Ich mocna w przekazie i nasycona silnymi emocjami prezentacja, robiła wrażenie. Młodzi oficerowie przedstawili pakiet gotowych rozwiązań, umożliwiających niemal natychmiastowe utworzenie oddziałów samobójczych, znanych później jako Jednostki Specjalnego Ataku (JSA) – Tokko-tai. Podstawową bronią oddziałów morskich JSA, miały być kaiteny, zmodyfikowane torpedy, które w przebudowanej wersji miały pomieścić w środku operatora. Patrząc na narysowany schemat, gołym okiem było widać, że w przeciwieństwie do swojego brytyjskiego odpowiednika, pilot nie będzie miał dużych szans, aby torpedę opuścić przed uderzeniem w cel.

kaiten 2

W sztabie zapadła cisza. Oczywiście idea ataków samobójczych była stara jak świat, a co najmniej jak Japonia, ale zawsze poświęcenie życia miało charakter wybitnie jednostkowy i było usprawiedliwione jakimś stanem wyższej konieczności. Nigdy też tego typu operacje nie były z taką precyzją i z takim wyprzedzeniem planowane. Dotąd, śmierć samobójcza na polu walki, jakkolwiek chwalebna, była po prostu aktem heroizmu i zarazem efektem zbiegu okoliczności. Nawet w najmroczniejszych czasach, kiedy życie nie miało nadrzędnej wartości, co najwyżej godzono się z jego utratą. Tymczasem młodzi, pełni entuzjazmu marynarze, chcieli je po prostu zamienić na bojowe aktywo, na moduł kierowania pociskiem.

 yamato-4

Shigetaro Shimada  zabrał głos. Jako admirał i minister marynarki skrytykował pomysł. Pomijając aspekt moralny, nie bardzo wierzył w ich skuteczność. Porównał kaiteny Kurokiego do broni znajdującej się od kilku lat na wyposażeniu marynarki, której efektywność była zaskakująco niska. Do okrętów klasy Cel A (kohyoteki).

#17. Kohyoteki I (Kure, 1940)

Przy największym okręcie podwodnym jaki pływał w czasie drugiej wojny światowej czyli należącym do japońskiej floty I-400 (długość 122 metry, załoga 144 osoby), miniaturowy okręt podwodny Cel A (długość 24 metry, załoga 2 osoby) wyglądał jak plastikowy model. Pierwsze kohyoteki przetestowano w połowie lat ’30, a oficjalnie wdrożono je do służby w 1940r. Ich zadanie polegało głównie na prowadzeniu rozpoznania i penetracji portów lub kotwicowisk przeciwnika.

midget4

Jednak jak na jednostki zwiadowcze, okręciki były dość specyficznie wyposażone – każdy Cel A, niezależnie od wariantu, był uzbrojony w dwie torpedy. Jak większość kompromisowych rozwiązań, tak i kohyoteki nie były wolne od wad. Szczerze mówiąc miały ich całkiem sporo. Na okręty zwiadowcze były za duże i zbyt łatwe do wykrycia, do samodzielnych zadań bojowych również nie bardzo się nadawały. Kohyoteki miały być z założenia możliwie jak najbardziej autonomiczne, ale w praktyce było to trudne do realizacji. Najczęściej w pobliże miejsca misji musiały być holowane przez okręt-matkę. Miały liche opancerzenie, cechowała je słaba zwrotność, wysoka awaryjność i zatrważająco niska efektywność. Mimo, iż zbudowano ich około 100 sztuk, przez całą wojnę, Cele A trafiły łącznie nie więcej niż 5 alianckich jednostek (oficjalnie, dane są sporne). W dodatku z różnych przyczyn, do 1944r. Cesarska Marynka straciła ponad połowę kohyoteki wdrożonych do służby.

Najbardziej znana operacja z udziałem Celów A, miała miejsce w Australii pod koniec maja 1941r, w czasie tzw. bitwy o Sydney:

Kuroki i Nishina wiedzieli, że admirał Shimada sięgnie po ów argument. Mieli jednak na ten temat swoją teorię. Wszystkiemu winien był brak ducha. Ich zdaniem tylko ochotnik, tylko zasiadający za sterami zdeterminowany idealista, nie „gotowy na śmierć”, ale „wyruszający” po nią, mający pełne przekonanie co do celu swojej misji i wiedzący dlaczego to robi, jest w stanie w pełni wykorzystać potencjał torped i skutecznie niszczyć nieprzyjacielskie jednostki .

#18. Prezentacja II (Tokio, 1943)

Opory natury etycznej zostały szybko rozwiane – przyćmiła je prosta matematyka. Kuroki i Nishina przedstawili zaskakująco wysoki, uśredniony „koszt ludzki” przypadający na jeden zatopiony nieprzyjacielski okręt, jaki wciągu trzech lat wojny poniosła Japonia w czasie starć z aliantami. Sposób myślenia młodych oficerów była prosty: śmierć marynarzy jest w czasie wojny nie do uniknięcia, jednak można radykalnie zmniejszyć ilość poległych, a straty ograniczyć do ochotników.

Pamiętacie kretyński wierszyk jaki Oberlejtnant von Nogay, za pośrednictwem Kani kazał powtarzać rekrutom w CK Dezerterach?

Wyliczanka  Kurokiego i Nishiny była znacznie krótsza: „jeden japoński marynarz, za jeden amerykański okręt”. Chłopaki naprawdę w to wierzyli i nawet sztabowcy musieli przyznać że „cena” była atrakcyjna. Wyrazili zgodę, ale postawili warunek, aby operator torpedy mógł z niej wysiąść przed detonacją ładunku. Obaj pomysłodawcy gorąco się temu sprzeciwili. W ich ocenie kluczem do sukcesu miał być właśnie samobójczy charakter misji. Jak wspomniałem w poprzedniej części, Kuroki zauważył, że włoscy operatorzy osiągali znacznie lepsze rezultaty w porównaniu do Brytyjczyków właśnie dlatego, że w przeciwieństwie do „herbaciarzy”, komandosi z Decima Flottiglia MAS byli fanatycznie oddani sprawie za którą walczyli.

Młodzi oficerowie zakończyli prezentację słowami:

„Jeśli niczego nie zrobimy, ten kraj z pewnością zginie. Wiem, że musicie panowie szybko podjąć bardzo trudną decyzję. Jednak jeśli jej nie podejmiecie, jedyne co nam pozostanie to wieczny żal. Mimo, iż jesteśmy zwykłymi kombatantami, w pełni oddaliśmy się naszej misji. Od dawna jesteśmy gotowi by poświęcić życie dla ojczyzny, ale chcemy je stracić w najbardziej produktywny sposób. Dzięki tej broni, będziemy mogli osiągnąć nasz cel.”

 

#19. Kaiten I (Otsushima, 1944)

Sto kilometrów na zachód od Kure znajduje się niewielka wysepka Otsu. Właśnie tam przygotowano poligon dla nowopowołanej supertajnej jednostki,  w której młodzi Japończycy mieli się szkolić się w obsłudze broni, mającej odmienić losy wojny. Ową bronią były zmodyfikowane, parogazowe torpedy model 93 oznaczone jako Kaiten Typ 1.

Kaiten_Type_1_Yushukan

W porównaniu do konstrukcji włoskich czy angielskich, Kaiten Typ 1 bił je na głowę w zasadzie w każdym aspekcie. Był sześciokrotnie szybszy, pływał niemal trzy razy głębiej, miał dwukrotnie większy zasięg i był uzbrojony w znacznie cięższy ładunek.

kaiteny vs rydwan i slc1

Jedyną „niedogodnością” był fakt, iż skuteczne wykorzystanie japońskiej torpedy, oznaczało natychmiastową śmierć operatora. Czy możliwe było znalezienie wystarczającej ilość ochotników gotowych poświęcić swoje życie dla ojczyzny?

#20. Rekrutacja (Tsuchiura, 1944)

Komandor Kenjiro Watanabe, dowódca lotniczej bazy morskiej w Tsuchiurze, stał na podwyższeniu w kompletnej ciszy, obserwowany przez dwa tysiące pilotów.

Tsuchiura - pomnik pamieci

Watanabe przemówił: „To co wam powiem, bardzo mnie zasmuca, ale wieści z frontu nie są dla nas pomyślne. Potencjał naszych wrogów jest nieporównywalnie większy i co gorsza z dnia na dzień, nasza sytuacja się pogarsza. Musimy spojrzeć prawdzie w oczy. Japonia ponosi porażki. Zbyt wiele porażek. Nie stać nas na kolejne, nie możemy dalej przegrywać, nie możemy się cofać! Jeśli zawiedziemy kolejny raz, co czeka nasz kraj i waszych bliskich? Dlatego dzisiaj los Japonii leży w waszych rękach. Każdy mężczyzna, każda kobieta i każde dziecko patrzy w waszą stronę. ” Komandor na chwilę zamilkł i rozejrzał się po słuchaczach. Panowała kompletna cisza.  „W tej trudnej sytuacji, nasi naukowcy opracowali nową broń. Broń jakiej do tej pory nie widziano. Jeśli jej użyjemy, przechylimy szalę zwycięstwa na naszą stronę. Szukamy pilotów gotowych nią pokierować, chociaż nie jest to związane z lataniem. Wiem, że przeszliście ciężkie szkolenie, aby móc toczyć powietrzne pojedynki z naszymi wrogami. Tym ciężej przychodzi mi prosić, abyście dołączyli do nowego projektu. Jednak jeśli to uczynicie, odmienimy losy wojny.”

kuroki

„Co to za broń, panie komandorze?” – spytał jeden z pilotów.

„Nie mogę na razie powiedzieć. Jedyne co mogę ujawnić to to, że jest ona skuteczniejsza i potężniejsza niż jakikolwiek samolot, którym przyszło wam latać. Za chwilę dowódcy dywizjonów rozdadzą wam kartki. Ochotnicy niech napiszą na górze swoje imię i nazwisko oraz numer dywizjonu. Jeżeli jesteście przekonani aby dołączyć do programu i jesteście gotowi uczynić to od razu, narysujcie dwa kółka pod nazwiskiem. Jeżeli po prostu uważacie że tak trzeba, gdyż to wasz obowiązek, narysujcie jedno kółko. Pozostali mogą kartki wyrzucić.”
Po chwili milczenia, komandor Watanabe dodał:
„Zanim oddacie mi wasze deklaracje, muszę wam powiedzieć jeszcze jedno. Otóż ta nowa broń… Nie ma możliwości, abyście przeżyli atak z jej użyciem. Spowoduje potężne zniszczenia u nieprzyjaciela, ale odbierze też wasze życie. Dlatego przemyślcie dobrze waszą decyzję. Ochotnicy muszą  być absolutnie przekonani do tego, że chcą w tym projekcie uczestniczyć. Nie mogą myśleć o tym co zostawiają. Jedyne na czym będą musieli się skupić, to zadanie. Macie czas do jutra.”

Kiedy Watanabe wyszedł, na placu rozpętała się emocjonalna burza. Wielu pilotów podeszło entuzjastycznie do pomysłu:
„Czy natychmiast wyruszymy na front?”
„Co za wspaniała szansa na chwałę! Ależ moi rodzice i przyjaciele będą dumni!”
„Zaznaczyć jedno, czy dwa kółka? Nie chcę aby ktoś pomyślał, że nie mam duszy wojownika…”
„Co za przygoda! Moje imię na kartach podręczników, a może nawet cesarz wyśle podziękowania do moich rodziców.”

Pojawiło się jednak sporo głosów o zupełnie innej wymowie:
„Komandor musi być szalony, jeśli myśli że dołączę do projektu niczego o nim nie wiedząc poza tym, że na pewno zginę.”
„Wyrzucam papier. Mam narzeczoną, mamy się pobrać po wojnie.”

Dwa dni później ogłoszono listę pilotów przyjętych do programu. Szukano kandydatów między 17 a 28 rokiem życia, spełniających trzy kryteria:

1. Musieli mieć bardzo mocną psychikę i niezwykle silną wolę.
2. Musieli posiadać ducha walki (Yamato-damashii) i powinni wykazywać olbrzymie przywiązanie do ojczyzny.
3. Powinni mieć możliwie słabe relacje rodzinne, a najlepiej nie mieć ich wcale.

Wytypowano dokładnie 100 pilotów. Następnego dnia zostali przewiezieni na Otsushimę, gdzie po raz pierwszy mieli okazję zobaczyć swoje …trumny.

c.d.n.

************************

Cytat zamieszczony w punkcie #18, pochodzi z książki „Kaiten – Japan’s Secret Manned Suicide Submarine” autorstwa Michaela Maira i Joya Wadrona (Berkley Caliber, 2014r.)

Przemowa kom. Watanabe i wszystkie cytaty zamieszczone w punkcie #20, pochodzą z książki „The Kaiten Weapon” autorstwa Yutaki Yokoty (Ballantine Books, 1962r.)

Jak wyglądała odprawa i rytuał przed samobójczą misją pilotów torped? Czy dewiza por. Kurokiego „jeden marynarz za jeden okręt” się sprawdziła? Kolejna część Japońskiej „Wunderwaffe” będzie poświęcona szkoleniom operatorów, a także skuteczności tego typu akcji.
Ale to dopiero za jakieś dwa tygodnie. W najbliższym czasie, pojawi się zapowiedziany wcześniej wpis „nietypowy” oraz kilka luźniejszych artykułów podróżniczych.

 

 

 

 

 

  • DonBolano

    Jeszcze 7 minut…

  • Henry

    I już 5 min. po. Czekam z niecierpliwością.

    • Nagato

      Ależ Wy mnie stresujecie… :)

  • gacek

    A co z obiecanym na maj poradnikiem dla wyjeżdżających do Japonii? 😀

    • Nagato

      Będzie na 100%, ale z różnych przyczyn muszę przesunąć jego publikację co najmniej o miesiąc.

      • gacek

        Ekstra :)

      • Michael Alosky

        Bo niektorzy chcą jechać po raz drugi:)
        A dziś nawet LOT sprzedawał bilety za 1100 złotych:)

  • Maciej

    będzie dziś czy nie ?
    :-) !

  • Karol

    24.06. Ósma rano – ni ma. :(
    A będzie?

    • Nagato

      Będzie :)

  • Natalka

    Kolejny dzień mija a ja niczyja… i czytać nie mam co :(

  • Kyuzo

    No, Szymon-san, dużo osób czeka 😉 Korona ciąży!

  • Nakarm nas artykułem :-)

    Panie ! dawaj Pan ten artykuł albo wysyłam po niego moich poke-ninja-kamikaze

    • Nagato

      Chciałem przeprosić za brak publikacji. Z uwagi na pewne bardzo nieprzyjemne zdarzenie jakie miało miejsce w bardzo bliskich mi kręgach kilka dni temu, miałem etyczny dylemat czy kontynuować serię o misjach było nie było, samobójczych. Generalnie część czwarta jak widać się pojawiła i seria będzie kontynuowana, jednak w trochę innej niż planowana formie. Pierwotnie miała być to seria artykułów o wykorzystywanym w takich operacjach sprzęcie, ale po namyśle, przesunąłem bardziej akcent na wątek „ludzki”.

      • Nakarm nad artykułem :-)

        to jest jedna z najciekawszych serii artykułów jaki w życiu czytałem. Trafiłem tu przez Joego Monstera i od tej chwili śledzę i czytam każdy wpis !

      • Nakarm nad artykułem :-)

        czuję się jakbym oglądał programy Wołoszańskiego, albo i lepiej :-)

  • Reygu

    26.06 ta nie pewność mnie zabija

    • Nagato

      Już jest :)

  • therion

    Jako kompletny laik w temacie mam pytanie (istnieje duże prawdopodobieństwo, że głupie :). Ile czasu upływało od odpalenia tego sprzętu do uderzenia w cel? Bo jak się domyślam powietrza w tej kabince operator chyba nie miał jakoś szałowo dużo, ewentualnie mogło mu się zachcieć siku albo coś… :)

    • Nagato

      Wielkie umysły myślą podobnie :) Przyznaję, że te dwa aspekty również od razu przykuły moją uwagę. Jeśli chodzi o zasób powietrza, to był on planowany ze znaczną rezerwą – wystarczyło go na kilka godzin. Zaś co do potrzeb fizjologicznych, no cóż. Popatrz na poniższe zdjęcie – operator nie miał możliwości manewru, czyli jak go przycisnęło, to… sam rozumiesz. Sądzę jednak, że nie troska o higienę zaprzątała mu wtedy głowę.

      • therion

        A jaka temperatura panowała w środku? Bo widzę na tym zdjęciu przynajmniej kilka „cosiów” mogących emitować sporo ciepła? (łącznie z tym białym czymś, które nawet trochę wygląda jak junkers :)

        • http://www.idziesiec.pl/ iDziesiec

          To jest destylator 😀

          • therion

            Ooo! A można jeszcze się zgłaszać na misję? :)

  • DonBolano

    No. Doczekałem się. Bardzo mi się podoba motyw z tym filmem i patrzeniem przez peryskop i Twoje kwestie mówione do kamery. Fajny pomysł i wykonanie. Przydałby się tylko jakiś lepszy mikrofon (może taki przypinany do koszulki) i może delikatnie przesunąłbym kadr w prawo, Za dużo pustej przestrzeni po lewej ;). Ale to już pierdoły i w sumie nie wiem, czemu się czepiam.

    Czekam na następne artykuły!

    • Nagato

      Dziękuję za ciekawe uwagi :)

      Przypinany mikrofon, taki ponoć pro, miałem ze sobą, ale cała celebra związana z jego mocowaniem mnie z lekka irytowała i często nawet nie wyciągałem go z futerału. Wszystkie dotychczas publikowane nagrania mają w gruncie rzeczy charakter roboczy i przed ostatecznym montażem, planowałem je tak czy tak postsynchronizować (czy jak tam się ten proces nazywa). Cóż, prawda jest taka, że lepiej by się to odbierało z …lepszym dźwiękiem.

      Co do kadrowania. Przesunięcie w prawo (lub w lewo) to nie przypadek. Dwa powody. Pierwszy to przestrzeganie zasady trójpodziału (dla mnie to jak ewangelia – jak popatrzysz na inne filmiki, np. w części 1, tylko w jednym stoję mniej więcej centralnie), drugi powód to kreowanie przestrzeni do (nakładanych w postprodukcji) materiałów ilustrujących opowiadaną historię . :)

      • DonBolano

        A to już wszystko wiem ;). Tylko nie wiem, czemu mi film z artykułu zniknął. Pewno mi przeglądarka strajkuje. ;).