Matsushima w rytmie …karaoke

Cameron tworząc świat Pandory na potrzeby Avatara, inspirował się wieloma ziemskimi krajobrazami, uchodzącymi za unikatowe. Jednym z bardziej zapadających w pamięć filmowych pejzaży, były wiszące wyspy. Zanim jednak zobaczymy miejsce, na którym ów krajobraz był wzorowany, zatrzymamy się na chwilę w Tokio, u dobrej znajomej JoeMonsterowców. Yui.

Japonię odwiedzałem głównie z uwagi na moją fascynację historią tego kraju. Tym razem jednak zamierzałem zobaczyć Nihon Sankei czyli trzy, uchodzące za najpiękniejsze, japońskie krajobrazy. Dlaczego akurat te widoki zostały wyróżnione, kiedy Japonia, gdzie się nie obejrzeć, wręcz obfituje w zapierające dech pejzaże? Jedyna odpowiedź, jaka przychodzi mi do głowy, brzmi: „coś trzeba było wybrać”. Selekcji dokonał w XVII wieku konfucjański uczony Shunsai Hayashi, który podjął się wówczas pieszej wędrówki przez cały kraj. W swojej książce „Nihonkokujisekikō” wyróżnił trzy lokalizacje: Sosnowe Wyspy w zatoce Matsushima, Niebiański Most Amanohashidate i Pływającą Bramę Torii w Miyajimie. Ale najpierw było…

#1. Tokio

Nim wyruszyłem w trasę szlakiem Sankei, musiałem zostać jeden dzień w Tokio. Przy okazji postanowiłem zobaczyć się ze znaną bojownikom z wcześniejszych publikacji, Yui Toratani. W dniu przylotu umówiłem się z Yui na kolację. Bez podtekstów gwoli jasności. Jako, że Tetsuo, tata Yui, prowadził kilka przystanków od mojej „kapsuły” mały bar, to umówiliśmy się od razu na miejscu.

Tokio liczy, jako aglomeracja, 35 mln mieszkańców. Szansa na przypadkowe spotkanie znajomej osoby jest niższa niż trafienie szóstki w lotto. Wysiadam na jakieś zapomnianej przez Buddę stacyjce, gdy słyszę najpierw zdziwione, a za chwilę uradowane: „Simon-san? SIMON-SAN!”

Odwracam się i nie wierzę. Mizuno, szef telewizyjnej ekipy z TV Tokyo, z którą miałem przyjemność współpracować w rok wcześniej. Wpadamy sobie w objęcia. Mizuno jechał właśnie do domu, a że mieszka kilka przecznic od knajpy prowadzonej przez tatę Yui, to chętnie do nas dołącza. Wchodzimy do lokalu.

Co ciekawe Yui nie pracuje już w telewizji, więc również się z Mizuno nie widuje. Kika miesięcy wcześniej przeniosła się do amerykańskiej firmy logistycznej i jest ze zmiany zadowolona. Jednak najważniejszą zmianą w jej życiu jest poznanie jinsei no ai. O co chodzi? O tym na końcu 🙂

#2. Tetsuo

 

Knajpa Testuo Toratani’ego jest rzeczywiście nieduża, ale ma ten niepowtarzalny, japoński klimat. Wszyscy bywalcy w zasadzie się znają. Jest głośno i hałaśliwie w fajnym tego słowa znaczeniu. Na stoliku lądują japońskie przysmaki, w tym sashimi. Czym jest sashimi? Cóż…

Dobre, ale nie mogłem zapomnieć, że to wszystko jest surowe.
Zresztą jedzenie jak jedzenie. Niestety abstynent w towarzystwie nie-abstynentów (delikatnie mówiąc), zawsze jest poddawany próbom „wyleczenia”. Przyznaję, że nie doceniłem Japończyków. Wszystkie moje „nie”, „dziękuję” „naprawdę dziękuję” spływają po nich jak woda po kaczce. W końcu poddaję się i deklaruję, że chociaż spróbuję. Tak na dwa palce.

„Aaaaaa! Dawać szklankę, dawać sake!” Leją mi po japońsku:

Wypijam dwa łyki. Ani to dobre, ani (nawet w mojej ocenie) mocne. Ot jak wino. Spróbowałem i wystarczy. Moi gospodarze są chyba zawiedzeni – ale cieszą się, że wypiłem chociaż trochę. Yui wie, że to z mojej strony duży ukłon.
Sami Japończycy dość szybko się upijają. Dwie, góra trzy szklanki sake wystarczą, aby przeszli od fazy „opanowany biurokrata” do „niezniszczalny”. Na szczęście po drodze przechodzą przez fazę „bogaty”, więc przynajmniej nie musiałem martwić się o rachunek.
Podobnie jak w Polsce, faza „niezniszczalny” niesie za sobą kilka implikacji. Jedną z nich jest wzrost poziomu odwagi.
„Idziemy do karaoke?” – słyszę bardzie stwierdzenie niż pytanie.
„Jasne!”

#3. Karaoke

Spacer trwa dość krótko. Bar karaoke znajduje się naprzeciwko baru Tetsuo.
Dopiero tam zrozumiałem, dlaczego karaoke traktowane jest przez Japończyków z takim namaszczeniem. Oni:

a) naprawdę lubią śpiewać i
b) wbrew pozorom, robią to dobrze (ale oczywiście nie wszyscy).
Tetsuo mimo braku znajomości angielskiego, brawurowo śpiewa Change the world Claptona – i …robi to dobrze (niestety głucho – brak zgody na audio):
Yui śpiewająca… pojęcia nie mam co, ale jakie to ma znaczenie 🙂
Zaśpiewała nam w sumie kilkanaście japońskich piosenek, w tym kilka w duecie z tatą i bez słodzenia powiem, że ma dziewczyna talent.


Tak, mam nagrania, ale nie otrzymałem zgody na ich publikację. Próbuję Yui przekonać, ale idzie opornie.

Rozchodzimy się grubo po północy – wracam do „kapsuły”.

Rano otrzymuję wiadomości o „terrible hangoverach”. Uśmiecham się w myślach – na szczęście problem mnie nie dotyczy. Idę na dworzec. Czas na spotkanie z Nihon Sankei.

#4. Nihon Sankei

Trudno powiedzieć jakimi kryteriami Shunsai Hayashi się kierował, ale fakt, że Nihon Sankei do dzisiaj uchodzą za jedne z najbardziej malowniczych i spektakularnych widoków jakie można zobaczyć na japońskich wyspach.
Tak przynajmniej twierdzą okoliczni restauratorzy, przewodnicy, właściciele pensjonatów oraz producenci i sprzedawcy pamiątek.
Problem w tym, że owe niezapomniane widoki rozmieszczone są dość daleko od siebie…

…i trudno byłoby „obskoczyć” je w jeden czy nawet dwa dni, tak więc jeśli ktoś chciałby „zaliczyć” całą trójkę, musi minimum trzy dni na to poświęcić. Jakie robią wrażenie? Trudno powiedzieć, każdy jest inny. Z pewnością, widziałem wiele widoków bardziej przykuwających uwagę, ale na pewno każdy z „sankeiów” coś w sobie ma. Dzisiaj zapraszam pierwszy z nich.

#5. Matsushima

Pamiętacie wiszące wyspy w Avatarze Jamesa Camerona?

Wiele miejsc na ziemi aspiruje do bycia spiritus movens tej wizji, ale jedna miejscówka wybija się zdecydowanie ponad pozostałe. To kompleks sosnowych wysepek położonych w zatoce Matsushima na wschodnim wybrzeżu Japonii.

#6. Tsunami 2011

W drodze nad zatokę, pociąg przejeżdża przez Fukushimę i Sendai, miasta-symbole katastrofy sprzed trzech lat. W marcu 2011 r. pas wybrzeża, pośrodku którego znajduje się zatoka Matsushima, przyjął na klatę główne uderzenie tsunami. Fale powstały w wyniku najpotężniejszego trzęsienia ziemi, jakie kiedykolwiek dotknęło Japonię i zarazem czwartego co do siły jeśli chodzi o trzęsienia ziemi na świecie (od momentu rejestracji ich skali, czyli od 1900 roku).

(im intensywniejsza czerwień, tym wyższa fala)

Epicentrum znajdowało się 70 km od wybrzeży Sendai – Matsushimy, na głębokości 30 km pod powierzchnią oceanu. Szacowana siła to 9 stopni w skali Richtera. W wyniku wstrząsu, Honsiu (największa wyspa Japonii), przesunęła się na wschód o 2,4 metra. Wytworzona fala sięgała w epicentrum nawet 40 metrów wysokości (przy brzegu zmalała do 10 metrów), a w rejonie Sendai woda wdarła się aż 10 km w głąb lądu.

Największe, nie znaczy najtragiczniejsze w skutkach. Pomijając długofalowe następstwa uderzenia w elektrownię jądrową w Fukushimie, to w porównaniu do podobnej katastrofy jaka miała miejsce w Indonezji w 2004 roku, czy na Haiti rok wcześniej, liczba ofiar była znacznie niższa. Bilans tragedii w Japonii to 16 tys. zgonów oraz 9 tys. osób rannych i zaginionych. W Indonezji liczba zabitych i zaginionych sięga 300 tys, w Port-au-Prince przekraczała 320 tys. Swoją drogą w tym makabrycznym rankingu prowadzą Chiny, gdzie w 1556 r. miało miejsce najtragiczniejsze trzęsienie ziemi w historii. Według szacunków historyków, straciło wówczas życie ponad 800 tys. mieszkańców prowincji Shaanxi.

Wysepki wokół Matsushimy przynajmniej w teorii miały raczej zerowe szanse. Nie było ich jak zabezpieczyć. O tempie poruszania się fal i kompletnej bezradności Japończyków świadczy fakt, że Siły Samoobrony (Japonia oficjalnie nie posiada armii) nawet nie miały czasu, aby podnieść z płyty lotniska w Matsushimie nie tylko wymagające większego zachodu myśliwce, ale również wiele lekkich samolotów, a nawet śmigłowców.

Szczęście w nieszczęściu, że legendarne wysepki były w pewnym sensie chronione przez stosunkowo wąski przesmyk zatoki, której ukształtowanie zadziałało jak swoisty falochron. Dziesięciometrowe fale zdewastowały nabrzeże, a wysokość i siła tych, które wdarły się w głąb Matsushima Bay, była znacznie osłabiona (nie przekraczały 3 metrów).

Nie obeszło się jednak bez strat materialnych.
Wysepki nie są duże. Powierzchnia większości z nich nie przekracza kilku arów. Nie są również wysokie, a znajdujące się na nich sosny, koleją rzeczy nie mogą być głęboko zakorzenione. Nawet osłabione fale dokonały znacznych spustoszeń, tak wśród wysp jak i na przystani.
Rok później udało się przywrócić nabrzeże do stanu sprzed katastrofy.
Trzy lata później, trudno byłoby powiedzieć, że jakiekolwiek tsunami miało tutaj miejsce.

#7. Pierwsze wrażenie

Kiedy dotarłem do Matsushimy i wyruszyłem w rejs promem…

…zrozumiałem co miał na myśli siedemnastowieczny japoński poeta Matsuo Basho, kiedy napisał był najbardziej znany wiersz poświęcony Sosnowym Wyspom. Przytoczę go w całości:

松島や
ああ松島や
松島や

I w tłumaczeniu:

Matsushima, ach!
A-ach, Matsushima, ach!
Matsushima, ach!

I jeszcze przekład na polski „turystyczny”:

O ja pier…lę!
O k…a!
Ale zajebiście!

********************************************

W części drugiej (
TUTAJ):
Jak wyglądają dzisiaj Sosnowe Wyspy? Jak wygląda jinsei no ai czyli amerykański narzeczony Yui? A także, (z uwagi na to, że chwilowo mam problem z uzyskaniem od Yui zgody na publikację filmików z karaoke), w zastępstwie zaśpiewa zjawiskowa dziewczyna, którą nakręciłem na ulicy przed sklepem Yodobashi w Osace. Zapraszam.

 

Nowa zagadka:

Kiedy zatrzymałem się na dworcu w Fukushimie, moją uwagę przykuło takie duże …coś.

Komuś przychodzi do głowy co to może być i do czego może służyć?

  • Mysio Pysio czasem Zdzisio

    Super artykuł jak zwykle! Idę atakować Yui na fejsie, żeby pozwoliła udostępnić śpiew. P.S. To ja pytałem ją kiedyś czy miała niecne zamiary wobec Ciebie w hotelu (pamiętna scena rozbudzająca zmysły z JoeMonstera). Pozdrowienie i oby więcej artykułów!

    • Nagato

      Śpiewa naprawdę fajnie, ale mimo moich nalegań, nie wyraziła zgody. Kompletnie nie wiem dlaczego 🙁 🙁

  • DonBolano

    Japonia is back! Yeah! 😀

  • gacek

    Japonia! 😀
    A to coś na końcu wygląda mi jak jakaś łódka a’la kajak 😛

    • Nagato

      Mnie się to wyłącznie z tym kojarzyło ale… błędny trop. 🙂

  • vesla

    Super. Znowu Japonia! Co do zagadki, czy to są sanki?

    • Nagato

      No tak trochę wygląda… ale to jednak nie sanki 🙂

  • http://crumbsofboredom.pl/ Savon

    też nam się reprezentant trafił – za granice jedzie a nawet naszego narodowego dobra nie pije ..następny raz dostajesz w plecak flaszkę polskiej białej.. cholera sam bym najchętniej ich poskładał.. choć z tego co piszesz to by była trochę jak masakra piłą łańcuchowa w przedszkolu 😉

    • http://bwotr.pl/ Bookworm

      Tam, „flaszkę dostanie”. Przecież pisał, że każdy gram bagażu się liczył. Na miejscu by zbudował jak McGyver stosowną aparaturę i w imię zasady 1410 nucąc pod nosem „Bogurodzicę” wydestylował piątą esencję…

      • Nagato

        Żeby „niewierni” podpatrzyli nasz święty przepis? Nasze dobro narodowe? Naszego Gralla? O nie! Co to to nie! 🙂

        • http://bwotr.pl/ Bookworm

          Zaprawdę powiadam – za kościelnym zastępującym księdza na pogrzebie -„spiritus do gębus a nieboszczykus do grobus”, źdźbła trawy obsikanej przez żubry nie trzeba było używać, sam destylat by mógł płynąć… Ech, rozmarzyłem się…

    • Nagato

      W żłobku. To kompletnie nie słowiański kaliber. No mają aspiracje, nie można im odmówić ducha walki, ale jak sobie przypomnę Twoją formę z Puław (gdzie miało miejsce słynne upijanie rektora), to jak porównywanie okręgówki z Primera Division. Tam ambitni, ale jednak kopacze. Tu, profesjonaliści.

  • Borygo

    A jeśli chodzi o zagadkę, to czy nie są to rakiety śnieżne Godzilli? 😉

    • Nagato

      hehe… blisko, blisko 🙂 🙂

  • Cirron

    W kwestii napitków, to uważam (o ile nie było by problemu z wwozem). że powinno się naszych japońskich przyjaciół zaznajomić z najbardziej polskim napitkiem tj. najprzedniejszymi dwójniakami i trójniakami, co by „serca i ducha pokrzepić oraz miłość do owej tradycyji Wielkiej Rzeczypospolitej wzbudzić”

  • http://fundacja-bokserywpotrzebie.pl/ tupadlo

    Takie duże coś to O-Waraji. Są sandały wykonane ze słomy, które w przeszłości były standardowym obuwiem w Japonii. Mogły być wykonane z różnych innych materiałów, takich jak konopie, łodygi, włókna palmowe czy nici bawełniane. Waraji były także noszone przez samurajów podczas epoki feudalnej Japonii. Teraz są najczęściej noszone przez tradycyjnych mnichów buddyjskich.
    Te, które są wieszane na świątyniach są rodzajem wotów i ofiar, które miały zapewnić bezpieczeństwo podróżowanie i zdrowie nóg (wtedy najistotniejszego „środka transportu”).
    W Fukushimie odbywa się festiwal Waraji w pierwszy piątek i sobotę w sierpniu każdego roku i wówczas te sandały, które mogą ważyć nawet 500 kg i mieć ma 4,5 m długości (każdy) i 1,5 m szerokości, są ciągnięte przez miasto a nawet są takie zawody (wyścigi) dwóch drużyn.

    • vesla

      Wota – to wyjaśnia skalę w jakiej są zrobione.
      😀

      • http://fundacja-bokserywpotrzebie.pl/ tupadlo

        mam nadzieję, że Nagato wyjaśni zagadkę i zobaczymy czy moja odpowiedź jest słuszna 🙂

        • Nagato

          Hehe… Twoja odpowiedź jest jak najbardziej słuszna, a nawet pełniejsza niż ta której udzielono na Joe Monsterze. Gratuluję!
          Przy „sandałkach” znajdowało się kilka zdjęć z festiwalu o którym wspominasz: