Między Pearl Harbor a Diamond Head

Lecąc na O’ahu, w zasadzie moim jedynym celem było zobaczyć Pearl Harbor. Rezerwując nocleg szukałem miejscówki, która znajdowałaby się możliwie blisko. Spełniający moje oczekiwania (dobre rekomendacje/niska cena) hostel, ulokowany był w Waikiki, dzielnicy Honolulu, której z uwagi na renomę ekskluzywnej, nie planowałem specjalnie odwiedzać, a która okazała się jednym z najfajniejszych miejsc w jakich przyszło mi przebywać.

waikiki (1 of 1)-9

#1. オアフ島 (O’ahu)

Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy po przyjeździe na O’ahu, a do Honolulu w szczególności, jest olbrzymia ilość… Azjatów. Stanowią blisko 40% populacji, z czego 13% to Japończycy. Dodatkowo wrażenie „azjatyckości” potęgują japońscy turyści będący bez wątpienia najliczniejszą grupą narodowościową odwiedzającą ten stan. W sklepach akceptowana jest płatność w jenach, a znajomość japońskiego jest mile widziana przez pracodawców.

waikiki (1 of 1)-10a

W pobliżu większych atrakcji, japoński słychać zresztą było równie często jak angielski. Odnosiłem wrażenie, że gdyby dzisiaj Japonia miała zaatakować Pearl Harbor, nie potrzebowałaby ani jednego lotniskowca. Wystarczyłoby „pingwinie”: 紳士は、島を取る! („Panowie, przejmujemy obiekt!”)

ART (1 of 1)-2

#2. Waikiki Beach

Zdaniem miejscowych „najbardziej znana plaża na świecie”, wielkością na kolana nie rzuca. Ma dokładnie 981 metrów długości, a jej uśredniona szerokość wynosi 25 metrów (w najszerszym punkcie ma 52 metry). W słoneczne dni wygląda malowniczo, szczególnie jeśli spojrzeć w stronę charakterystycznej sylwetki wygasłego wulkanu Diamond Head. Efekt nieco psują (moim zdaniem oczywiście) wystające na tyłach wieżowce.

ART (1 of 1)-5

Gdybym miał porównywać, to na przykład plaża w Świnoujściu jest zdecydowanie ładniejsza, ale to Waikiki ma w rękawie jokera. Temperatura powietrza nigdy nie spada tutaj poniżej 20º i nie rośnie powyżej 30, a wody nie spada poniżej 24º i zazwyczaj trzyma 26º. Nadto, w przeciwieństwie do Bałtyku, gdzie to zjawisko pojawia się tylko zimą, na O’ahu przez cały rok występują długie fale, magnes dla surferów. Zawodowców i tych …z przypadku.

Waikiki Beach jest podzielona na dwie, mniej więcej równe, strefy – „wypoczynkową” z murowanym falochronem, oraz otwartą na ocean, część „surfingową”. Jeśli ktoś w strefie surferów spodziewa się wysokich fal zawijających się w tunele to… nie ten adres. Waikiki Beach to przede wszystkim plaża do lansu. Surferzy przez duże „S” jeżdżą na niemal pozbawione infrastruktury północno – wschodnie wybrzeże O’ahu, na plaże Haleiwa i Waimea. To, póki co, zdecydowanie nie mój poziom.

ART (1 of 1)-3

 

#3. 2569 Cartwright Road 

Przylatując na O’ahu byłem z lekka zaniepokojony. Taka Japonia pod względem wydatków jest przewidywalna do bólu. Wystarczy minimum dyscypliny, aby bez stresu poruszać się w zabudżetowanych ramach. Australia, co mnie kompletnie zaskoczyło, okazała się jakieś dwa razy droższa niż Japonia i tego samego obawiałem się po Hawajach. Jak się okazało – nie było tak źle. W Waikiki, czyli najbardziej wypasionej dzielnicy Honolulu, przy malutkiej Cartwright Road, 150 metrów od plaży i tyle samo od ZOO, pomiędzy Hyattami, Marriottami, Sheratonami, Hiltonami i innymi pięciogwazdkowcami, znajduje się znajduje się hostel The Beach Cośtam.

ART (1 of 1)-4

Współczynnik poleceń na TripAdvisorze i HostelWorld w relacji do oferowanych cen, wyglądał niezwykle zachęcająco, a sam hostel był nie tylko fajnie zlokalizowany, ale także bardzo przyjemnie urządzony i miał …przemiłą obsługę.

Pięciodniowy pobyt na O’ahu kosztował mnie dokładnie 1054 zł, wliczając w to m.in. noclegi, wyżywienie, transport po wyspie, wypożyczenie desek, dwudniowy wstęp do Pearl Harbor, zwiedzanie pancernika Missouri, łódzi podwodnej Bowfin, muzeum Sił Powietrznych, wstęp na rafę koralową Hanauma i parę pomniejszych wydatków jak np. wejście na Diamond Head.

 

Dla zainteresowanych.
Pod koniec maja pojawi się artykuł (pewnie więcej niż jeden), w którym rozpiszę jak zaplanowałem każdy etap podróży, ile zakładałem, że będzie mnie kosztował mnie dzień pobytu w danym kraju, ile naprawdę kosztował i jak wyglądała cała eskapada od strony organizacyjnej. Bez ściemniania, wydatki oparte o rzeczywiste rachunki. Tekst będzie także wzbogacony o podróżnicze tips & tricks.

Oczywiście wszystko zależy od oczekiwań. Mój wariant podróży absolutnie nie nadaje się na romantyczny wypad we dwoje, więc jeśli ktoś planuje wylot na Hawaje w podróż poślubną, to powinien przygotować się na zupełnie, ale to zupełnie inną skalę wydatków.

 

#4. Je suis Samir (et je suis Algérien)

Kiedy się zameldowałem, przypomniało mi się że musze poradzić sobie z tym samym problemem co w Cairns – przepełnionymi kartami pamięci i brakiem możliwości ich zgrania. Komputer w recepcji odpadał – blokada portów USB. Odebrałem klucz i wszedłem do pokoju. Towarzystwo bardzo sympatyczne, trójka Niemców i Francuz. Widzę, że ten ostatni trzyma na kolanach netbooka. Patrzę na niego łapczywie (na netbooka, nie Francuza) i pytam (Francuza nie netbooka) czy pożyczyłby mi sprzęt do zrobienia backupów. Ku mojemu zdziwieniu, koleś natychmiast podaje mi komputer. „Thank you! You are my personal Jesus!” krzyczę uradowany.
Śniady Francuz podniósł wzrok.
„Mam na imię Samir” mówi „i tak właściwie to pochodzę z Algierii”.
Reszty możecie się domyśleć.

 

samir

Okazało się jednak, że Samir nie tylko nie wysadził nas wszystkich w powietrze, ale okazał się jednym z najsympatyczniejszych gości jakich spotkałem w czasie całej podróży. Obieżyświat pełną gębą, przy którym moje wojaże przypominały co najwyżej spacer wokół osiedla.

Uruchomiłem procedurę kopiowania – patrząc na pasek postępu, przewidywany czas ukończenia przypadał chyba na rok 2067. Padnę z nudów i z głodu. Samir jakby czytał mi w myślach. Mówi, że właśnie idzie do najpopularniejszej restauracji w Waikiki i jeśli chcę, mogę iść z nim. Pytam, czy Waikiki + „popularna restauracja” nie równa się „kosmiczne ceny”?
Francuz się śmieje – „Chodź, przekonasz się!”.

 

#5. Marukame Udon

Maszerujemy Kuhio Avenue. Po obu stronach witryny sklepów, poprzetykane cepeliowymi stoiskami i wejściami do markowych hoteli. Po przejściu mniej więcej kilometra zatrzymujemy się przy jakimś markecie. „Food Pantry” mówi Samir. „Jedyny market na dzielni z normalnymi cenami. Żabki (ABC Stories, Lawsony) omijasz, to sklepy dla jeleni. Jeśli chcesz zaopatrzyć się w coś sensownego do jedzenia i nie przepłacać – kupujesz tutaj”.

ART (1 of 1)-12

To może nie do końca do jedzenia, ale nie chodzi o szczegóły. Pytanie brzmi, co abstynent robił na dziale alkoholowym? Mianowicie szukał polskich akcentów 🙂 Jeśli chcecie zobaczyć przegląd różnych półek w Food Pantry, przydługawy filmik na końcu. 

A’propos jeleni. Sto metrów za Food Pantry widzimy kolejkę jak przed iSpotem w przeddzień premiery nowego iPhona.
– Za czym to towarzystwo stoi?
– Nie pytaj tylko stawaj na końcu. Jesteśmy na miejscu. To Marukame Udon, najlepsza knajpa w Waikiki.
– Chyba sobie jaja robisz? Przecież to …japoński lokal a kolejka co najmniej na pół dnia czekania.
Samir omiótł tłum wzrokiem.
– Eee… nie więcej niż czterdzieści minut. Dzisiaj i tak jest mało ludzi.

Marukame jest faktycznie japońską restauracją serwującą (głównie) ichnie odmiany zup, na grubym makaronie zwanym udon. Mimo, iż takich lokali  są w Japonii setki jeśli nie tysiące, połowę kolejkowiczów stanowili właśnie Japończycy. Tęsknią za domem, czy co?
Kiedy weszliśmy do środka, spojrzałem na menu, cenowo było naprawdę przystępnie.
Po chwili przetarłem oczy ze zdumienia.

ART (1 of 1)-8

Spojrzałem jeszcze raz.
Wiedziałem już, że czego bym nie zamówił, na pewno nie będzie to…

ART (1 of 1)-7

Aż strach pomyśleć co znaczy, że na „ciepło” albo, że „large”. I kto się na to „składał”? Cała kuchnia wraz z zapleczem?
No to musieli chłopaki być niesamowicie wydajni.
Zamówiłem… już nie pamiętam co to było, ale na pewno nie to co powyżej:

 ART (1 of 1)-9

Śmiem twierdzić, że danie było lepsze niż w Japonii. Powód był prosty – zupy były doprawiane trochę pod amerykański gust, więc nie były w smaku tak specyficzne, jak dania serwowane na przykład w Tokio.
Kiedy opuściliśmy Marukame, nadal dziwnie się czułem, wiedząc że serwują tam coś, co nazywa się bukkake. Wtedy zobaczyłem witrynę jednej z „żabek” i stwierdziłem, że albo za dużo JoeMonstera, albo z Hawajczykami naprawdę coś jest nie tak:

 ART (1 of 1)-10

 

#6. To jest mój PIN

Następnego dnia jechałem do Pearl Harbor. Dobrze, że zgrałem wcześniej zdjęcia i filmy na twarde dyski, dzięki czemu mogłem karty pamięci zapełniać na nowo. Plan wyrobiłem aż nadto. Cholera, błędne koło z tym zgrywaniem, znowu  musiałem prosić Samira o pomoc. Niestety z tego co pamiętałem, Francuz wspominał, że wróci bardzo późno, a może nawet następnego dnia. No i dupa…
Tymczasem wchodzę do pokoju. Patrzę, na moim łóżku leży notebook, a na notebooku kartka:

ART (1 of 1)

Kiedy wpisałem PIN, pojawił się, jakiś arabski wers i czerwony licznik odliczający od 10 do 0.
Nie miałem nawet jak uciec.

Żartuję 🙂
Samir, merci beaucoup!

**********************************************

I  filmik z Food Pantry o którym wspominałem w #5. Jeśli ktoś chciałby zorientować się mniej więcej jakie są ceny w tym markecie to zapraszam.  Przepraszam za jakość, niestety nie ustawiłem aparatu jak należy i w efekcie ciągle ucieka ostrość. 

  • http://bwotr.pl/ Bookworm

    Jakieś mam przedziwne wrażenie, że wstawiłeś 3x ten sam filmik (hostel) i o dziwo nie horror 😉 Poza tym wyłapałem kolejną niezgodność z rzeczywistością: Francuz mówiący po angielsku to jak wygrana piątki w totka 😉 Myślałem do tej pory, że to ja wszystkich znam – a tu Samira nie znam – może tu pewne zawirowania wprowadził fakt, że on z Algierii? 😉 A opowieść jak zwykle ma podstawowy mankament, zbyt szybko się kończy… I znowu oczekiwanie na kolejny odcinek…

    • Nagato

      Wydaje mi się, że do Francuzów trzymanych dostatecznie długo poza Francją (takich jak Pierre czy Samir) dociera, że francuski na świecie służy głównie do popisywania się szpanerską wymową nazw/nazwisk/zwrotów typu „Yves Saint Laurent” czy „Citroën, creative technology”. Są na angielski poniekąd skazani
      PS. No i to jest mobilizator!

      • http://bwotr.pl/ Bookworm

        Ciekawe czy już pozbyli się „h” niemego 😀 Zrozumienie większości Francuzów mówiących po angielsku bez znajomości FR jest często dla niefrankofonów awykonalne, ich „_otel”, „_our”, „_er”, „_is” o, pardon: „hiZ” jest wyzwaniem dla tych, co znają tajniki (wy)mowy Szekspira 🙂

  • gacek

    Ekstra! Czekam z niecierpliwością na ten poradnik techniczny, szczególnie dotyczący Japonii 🙂

  • http://www.idziesiec.pl/ iDziesiec

    jak zawsze trop bien! 🙂

    • Nagato

      Moja pierwsza myśl – jaki „trop”?
      Druga myśl – eee… pewnie literówka.
      Dopiero przy trzeciej slajd zaskoczył 🙂
      Merci. Tout plaisir est pour moi.

  • LordMara

    Bardzo dobry jak zawsze tekst i materiały wideo. Jak jeden z przedmówców wspomniał, za szybko się kończy.
    Z cyklu zrzędzenie jest błąd w paragrafie 4, a mianowicie „Mówi, że właśnie idzie właśnie idzie do najpopularniejszej…”

    • Nagato

      1. Dzięki za miłe słowa.
      2. Już poprawiam 🙂

  • DonBolano

    Fajny tekst. Szybciutko pochłonąłem. Byłem tylko lekko zagubiony faktem, że w tym samym momencie pojawiły się wpisy tu i na joe. NIe wiedziałem, który przeczytać najpierw ;).

    • Nagato

      Zazwyczaj ta joemonsterowa jest (chronologicznie) pierwsza, ale obie części są w zasadzie autonomiczne.

  • Pingback: 50 buchów Pierre’a | NAGATO()

  • kambak86

    Miło poczytać- dwa tygodnie byłem w tym samym miejscu, teraz już wróciłem do Polski 🙁

    • Nagato

      Nie chciało się wracać, nie? 🙂

  • Pozdrowienia śle Gienia

    Wincyj! No i nie mogę się doczekać tej części planistycznej i podsumowania kosztów.