draft nasa2

NASA klasa

 

Na słowo NASA przychodzą do głowy dwie lokalizacje: Centrum Johnsona niedaleko Houston w Teksasie oraz Centrum Kennedy’ego na przylądku Canaveral na Florydzie i generalnie właśnie te dwa miejsca brałem pod uwagę planując obejrzenie prawdziwie „kosmicznej” ekspozycji.

 

#1. Space Center Houston.

Z kronikarskiego obowiązku wspomnę iż Agencja posiada aż 14 Visitor Centers (niestety brak polskiego odpowiednika), lub przynajmniej dużych ekspozycji rozsianych po całych Stanach Zjednoczonych. Największe i najciekawsze z nich znajdują się na Florydzie, w Teksasie, w Alabamie i w Waszyngtonie/Wirginii.
Chyba każdy zna, a przynajmniej słyszał kiedyś frazy: „Houston, mamy problem” czy „Houston, tu Baza Tranquility, Orzeł wylądował”, dlatego też wybór dokonał się niejako sam. Nie bez znaczenia był też fakt, że pobyt w Teksasie mogłem połączyć z wizytą u Tscharnej o czym wspominałem w jednym z poprzednich wpisów.

houston

Dojazd do NASA z Houston nie jest specjalnie skomplikowany. Z centrum autostradą jedzie się jakieś 40 minut. Trudno nie trafić – po drodze mija się szereg drogowskazów, a z oddali odwiedzających wita potężna sylwetka Boeinga 737 747 z przyczepionym do jego kadłuba kosmicznym promem Independence.

nasa-65

Że co? Że takiego promu nie było? Cóż… rzeczywiście, eksponat znajdujący się w Johnson Space Center to …replika. Wierna, ale tylko replika. Przywieziona z Centrum Kennedy’ego na Florydzie, gdzie jej miejsce w muzeum zajął prawdziwy, wycofany ze służby prom Atlantis. Nie warto poruszać tego tematu w Houston, bo Teksańczycy dostają ciężkiej cholery. To stąd kontrolowano przebieg wszystkich misji załogowych, to tu szkolono wszystkich astronautów, więc nie mogą zrozumieć, jak to możliwe, że na trzy emerytowane promy (Atlantis, Discovery, Endeavour), żaden nie trafił do Centrum Johnsona. Faktycznie trudno znaleźć wytłumaczenie dla takiego stanu rzeczy.

 

#2. Ciekawostki z „tramwaju”.

nasa-60

Uprzedzono mnie, że warto przyjechać chwilę przed otwarciem i od razu ustawić się w kolejce na tzw. tram tour po ośrodku, bo po 10 zaczynają się tworzyć długie kolejki. Czy warto? Zdecydowanie. To właśnie w czasie owej wycieczki można obejrzeć najciekawsze atrakcje teksańskiego ośrodka.

Johnson Space Center to przede wszystkim centrum kontroli lotów i ośrodek szkoleniowy, dlatego też poruszanie się po okolicy jest ściśle monitorowane. Goście mogą podziwiać ośrodek jedynie z „tramwajowych” wagoników. Aby móc wejść na pokład, trzeba się poddać procedurze bezpieczeństwa (obowiązkowe zdjęcie, zdarza się, że także dodatkowe przeszukanie). Kiedy wyruszyliśmy, zacząłem się rozglądać próbując wypatrzyć chociaż jeden kompleks startowy, ale jak okiem sięgnąć nigdzie nie było nic takiego widać. Okazało się, że dość powszechne wyobrażenie Houston, znacznie odbiega od rzeczywistości. W czasie godzinnego przejazdu, z głośników podawane są ciekawostki na temat Agencji i historii podboju kosmosu z których dowiedziałem się między innymi, że:

  1. W Houston, czy w ogóle w Teksasie nie ma i nigdy nie było kosmodromu (czy z angielska spaceportu), ergo nigdy nie startowała stąd żadna rakieta czy prom kosmiczny. Wszystkie dotychczasowe amerykańskie załogowe i bezzałogowe starty, miały miejsce na Florydzie.
  2. NASA powstała stosunkowo niedawno, bo dopiero po wystrzeleniu sputnika przez Rosjan w 1957, a to oznacza, że wcześniej nie było w USA organizacji, która mogłaby się z Rosjanami ścigać.
  3. Po zakończeniu II wojny światowej, sami Rosjanie wbrew pozorom też mieli problem z przekonaniem rządzących i armijnych sztabowców, że rozwój programu rakietowego ma sens. Borys Czertok, jeden z ojców tego programu wspominał, że kiedy w 1947r. prezentowano plany rakiety R-1 w radzieckim Sztabie Generalnym i rozmowa zeszła na temat stosowanego paliwa, jeden z generałów nie wytrzymał i krzyknął: „Co wy robicie?? Chcecie wlać ponad cztery tony spirytusu do jednej rakiety? Dajcie ten alkohol mojej dywizji, a weźmiemy dowolne miasto z marszu, zanim wasza rakieta doleci do celu. Komu to potrzebne?
  4. NASA nie ma formalnych powiązań z żadną rządową agencją czy formacjami zbrojnymi (US Army, US Air Force). Agencja jest tworem niezależnym i podlega bezpośrednio prezydentowi USA.
  5. Budżet NASA nie jest już tak „kosmiczny” jak to drzewiej bywało, choć nadal imponuje (nominalną) wielkością. W 2015 wyniósł 18,0 mld USD (0,45% budżetu i 0,11% PKB USA), a dla porównania, w najbardziej kosztochłonnym roku (1966) kwota wydatków NASA przekroczyła 5,9 mld USD (0,83% budżetu i 0,14% PKB), stanowiących równowartość dzisiejszych 44,3 mld USD. Mimo tak znaczącej obniżki, budżet NASA i tak trzykrotnie przekracza budżet konkurencyjnego Roskosmosu (ok. 5 – 6 mld USD).
    Od siebie dodam, że gdyby Polska miała sfinansować dzisiejsze wydatki amerykańskiej agencji, musielibyśmy poświęcić na to 20% budżetu (89 mld USD) i ponad 3% naszego rocznego PKB.

 

#3. Centrum szkoleniowe.

Jedną z dwóch największych atrakcji ‚Johnsona’ jest centrum szkolenia astronautów, które odwiedzający mogą podziwiać niemal w całej okazałości. W pierwszym odruchu pomyślałem, że to zwykły pic, jakieś makiety pod turystów, ale kiedy wprowadzono nas na do galerii na poddaszu hali treningowej, z której mogliśmy obserwować to co się dzieje pod nami, zrozumiałem, że wszystko tutaj jest prawdziwe.

Halę wypełniały wszystkie moduły Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) w skali 1:1. W każdym module znajdował się dubler kogoś z załogi orbitującej stacji.

nasa

W filmie Apollo 13, jest scena kiedy Thomas Mattingly (grany przez G. Sinise’a) aby pomóc astronautom musi wczuć się dokładnie w ich położenie i stara się odtworzyć możliwie wiernie sytuację w której się znaleźli. Temu samemu między innymi, służy naziemna kopia ISS. Każdy moduł jest oznaczony nazwą oraz flagą państwa (lub państw) w których powstał.

nasa-2

nasa-4

nasa-5

W dalszej części znajdują się między innymi trenażer symulujący stan nieważkości.

nasa-9

Nieco dalej sprzęt, którego przeznaczenie nadal stanowi dla mnie zagadkę.

nasa-64

nasa-61

Co ciekawe prawie nie było widać obsługi. Może przerwę mieli, może urlopy?

nasa-6

Gdzieniegdzie przewijały się panienki wyglądające bardziej na stażystki niż etatowe pracownice NASA, ale kto je tam naprawdę wie.

nasa-7

 

#4. Saturn V.

Niestety z różnych powodów nie mogliśmy zostać budynku treningowym dłużej. Ale nie ma tego złego. Wsiedliśmy do tramwaju i po jakichś dziesięciu minutach zatrzymaliśmy się przy pawilonie w którym wyeksponowany jest jeden z trzech egzemplarzy największej rakiety jaką kiedykolwiek zbudowano: Saturn V.

nasa-66

nasa-10

nasa-12

Krótki film z jej prezentacją znajdziecie w poprzednim wpisie.

#5. Kamienie nie z tego świata.

Po powrocie do budynku głównego, trafiłem do sali w której znajduje się największa na świecie ekspozycja kamieni księżycowych.  Wyglądają… cóż, jak kamienie po prostu. Nie mają srebrnego odcienia, nie migoczą i nie mienią się w świetle. Ot, kamloty po prostu, jakich wszędzie na Ziemi pełno.

nasa-25

nasa-24

Pośrodku hali znajduje się przedziwna konstrukcja w której umieszczono fragment księżycowego kamyczka, który każdy może, przepraszam za wyrażenie, pomacać palcem przez wąską szczelinę.

nasa-23

Jako, że każdy z tej okazji korzysta, powierzchnia kamyczka została wyślizgana do granic możliwości i dzisiaj jeśli chcielibyście odtworzyć w domu wrażenie którego doświadczają odwiedzający Centrum NASA, wystarczy przejechać palcem po ściennej płytce w łazience czy kuchni. Wrażenie będzie IDENTYCZNE (bez cienia sarkazmu).

Obok znajduje się ciekawa aparatura, na której napisano że po dotknięciu przycisku można poczuć zapach jaki panuje na Księżycu.

nasa-38

Czy raczej panowałby gdyż brak powietrza na srebrnym globie, uniemożliwia rozchodzenie się woni. Zapach jest odtworzony na podstawie wspomnień astronautów z misji Apollo, którzy po księżycowych spacerach wnieśli kawałki skał na pokład. Zgodnie twierdzili, że ich zapach przypominał wypalony proch strzelniczy i taka też woń wydobywa się z maszyny. Dziwne wrażenie – mistyczny „miesiąc”, natchnienie poetów, śmierdzące łuskami po nabojach.

 

Ciąg dalszy nastąpi…

 

 

  • Grzegorz Pudełko

    Sto lat! I wielu ciekawych podróży życzę, z których oczywiście zdasz nam relację.

    • Nagato

      Dziękuję. O ile zdrowia, sił i środków starczy, będę próbował :)

  • k

    Niczego najgorszego!

    • Nagato

      Dyplomatycznie :) Dziękuję.

  • http://skitlox.blogspot.com/ skitex

    Też mam dzisiaj urodziny

    • Nagato

      A to wszystkiego najlepszego. Zacna data :)

  • gacek

    Wszystkiego najlepszego. Sto lat w kamieniołomach… w Japonii 😛

    • Nagato

      Japonia jest na tyle dziwna, że nawet nie 100 ale i 10 lat byłoby sporym wyzwaniem. Niekoniecznie w kamieniołomach. :)

  • Grzegorz Pudełko

    U mnie jest już 20.07 a tekstu nie widzę. Oj chyba pobalowało się na urodzinkach, chociaż z tekstów pamiętam, że ciężko namówić Cię na jakiś trunek…

    • Nagato

      Przeciągnęło się… :) Prawda jest nieco bardziej prozaiczna, jeśli do niedzielnego poranka nie umieszczę chociaż jednego wpisu, całość musi czekać na kolejny weekend. Stąd przedłużające się milczenie.

  • Jacek Szczepański

    Niech ci gwiazdka pomyslnosci…..
    Zeby nie przyszla ci do glowy podroz do Sosnowca…

    • Nagato

      Tyle że ja o tym całkiem na poważnie myślę :)

      • Jacek Szczepański

        [*]

  • therion

    Z ostatnich wieści wynika, że Nagato wrzuca do posta film prosto z Plutona! Z tym że upload jak wiadomo 1kb/s, a w dodatku w domu jeszcze przez router… :)

    • Jakoby

      A do tego widelcem

    • Nagato

      Wolno bo wolno, ale w końcu przeszło.

  • Jakoby

    Składam życzenia, jeszcze raz skladam o i tu też złoże, i jeszcze tu.
    O wyszedł mi samolocik w związku z powyższym życzę Ci prywatnego samolotu co będzie woził Cię to tu to tam, a jak Ci się znudzi wozenie to sobie gdzieś polecisz

    • Nagato

      Ech… fajnie by było. No kurczę fajnie by było. Nawet swojego czasu zacząłem robić licencję (precyzyjniej świadectwo kwalifikacji) na ultralajty, ale pary starczyło tylko na kilka lekcji. Niestety zakup samolotu leży na razie poza moim zasięgiem, ale taki Gates czy Jobs też zaczynali w garażu :)

  • http://www.idziesiec.pl/ iDziesiec

    Urządzenie, którego znaczenia nie jesteś pewien, to na moje oko prototyp Sokoła Millenium.
    Świetny tekst!

    • Nagato

      O właśnie! I to jest chyba najlepsze skojarzenie ever. W sumie przyszło mi to do głowy już tam na miejscu, kiedy minął mnie dwumetrowy kudłaty astronauta, wydający z siebie nieartykułowane dźwięki. :)

  • trachu

    Hejka Nagato. Co do tego sprzętu stanowiącego zagadkę :-) Na pierwszym zdjęciu prototypy modułów do kolejnej generacji wielozadaniowego pojazdu kosmicznego (wielokrotny użytek, możliwość modułowej rozbudowy). Na drugiej fotce to samo (za „filarem”) a na dalszym planie kolejne wersje łazików kosmicznych. Swoją drogą o nich można zobaczyć kilka programów telewizyjnych – jeden z nich prowadził James May. Pozdrawiam

    • Nagato

      Hej! Coś takiego mówiła nam przewodniczka, ale jakby nie patrzeć to naprawdę wygląda na prototyp kabiny Sokoła Milenium. :)

  • Adam Gąsior

    Samolot to Boeing 747.

    • Nagato

      Racja! Poprawiłem. Dzięki.

  • Piotr Schilling

    „Wszystkie dotychczasowe amerykańskie załogowe i bezzałogowe starty, miały miejsce na Florydzie.” – to nie do końca prawda. Załogowe loty USA istotnie startowały z Florydy, ale satelity były też wystrzeliwane z Vandenberg Air Force Base i Wallops Flight Facility (kilkanaście tysięcy startów) i kilka innych (z tym że prywatnych)

  • Dominik

    Heja Nagato! Już kiedyś coś tu pisałem ale nvm. Mieszkałem w Houston 8 lat i 2 lata temu się wyniosłem na dobre. Ale tak wyszło, że moja córka urodziła się w Houston 11 sierpnia tego roku tak więc cieszę się, że mam Teksankę w domu! Ale wracając do NASA, kiedy mieszkałem w Houston wszyscy odradzali mi wizytę bo nuda i tak jakoś nigdy nie udało mi się dotrzeć (chociaż byłem w Clear Lake wiele razy). Tak więc dzięki Twoim wpisom (no i mojej fascynacji kosmosem i nauką) w końcu wybrałem się do NASA. Na dzień dobry lipa, Angry Birds, głupie strzelanki, etc. Wycieczka kolejką do historycznego centrum kontroli lotów i okazuje się, że siedzę na tym samym fotelu na którym siedziała Elżbieta II! Sam fotel pewnie starszy od królowej ale niech już będzie. Następny przystanek, Rocket Park. Nie mogę się doczekać. Zobaczyć najmocniejszą maszynę kiedykolwiek zbudowano? Co? Jak? Holy fucking shit! Hangar, w którym stoi (leży) Saturn V robi niesamowite wrażenie. 3/4 rakiety wypaliło się w niewiele ponad 2 minuty. Gigant. Kapsuła dla astronautów? Mała klitka na czubku. Uwielbiam oglądać starty misji Apollo w internecie, widząc jak wielkie to było przedsięwzięcie naprawdę zapiera dech. Kiedy rakieta powoli rusza pionowo w górę, mało kto zdaje sobie sprawę jak wielka jest to maszyna.
    But then, everything is bigger in Texas!
    Pozdrawiam,
    D

    PS: Byłem w Houston kiedy z Endeavour leciał z Florydy do LA. Nikt w Houston nie uważał, że LA było odpowiednim miejscem spocznyku wahadłowca. Z łaski Boeing 747 z promem na grzbiecie okrążył miasto i wylądował na postój w Clear Lake. Houston zatrzymało się niczym Warszawa 1. sierpnia o 17:00, wszyscy wspęli się na najwyższe budynki w okolicy by podziwiać niecodzienny widowk. Warszawa jest między Berlinem a Moskwą, Houston jest między Nowym Jorkiem a Los Angeles. I Houston jest dumne jak żadne inne miasto w Stanach. Może dlatego, że łatwo powiedzieć „we have a problem” ale komunikując to do Houston, zawsze można liczyć na pomoc.