Nie podskakuj Teksańczykom, czyli „mała Tscharna” w Houston

Dotychczasowa podróż wydrenowała mi kieszeń, musiałem zacząć oszczędzać. Przyszedł czas na Teksas. Gdzieś mi się przewinęło, że mieszka tam niejaka Tscharna, jedna z aktywniejszych komentatorek JM. Pomyślałem, że może mnie przygarnie na kilka dni. Zwróciłem się do niej mailowo tymi słowy: „Nie znamy się, Mała, ale nie masz chyba nic przeciwko, abym wbił do Ciebie na kwadrat?” Odpisała: „Jasne! Może nawet trochę po-świn-tu-szy-my…”

 

„Poświntuszymy??” – trochę mnie przytkało.
„Aha. Spoko, mój mąż nie będzie przeszkadzał.”

Wszystkie teksty kursywą pochodzą z jej bloga.

Listopadowa sobota. Dzwonię, że powinienem być wieczorem w Houston, samochód wypożyczę na lotnisku i koło 21 do nich dojadę. Karolina (bo tak Tscharna ma naprawdę na imię) mówi, że może być mały problem ze względu na…

#1. Pogoda

Lato zaczyna się w marcu, a kończy w połowie listopada. W czasie zimy jest jakieś 10 stopni. Raz na dekadę trzy dni popada śnieg. Większość osób poniżej trzydziestki z Teksasu, nigdy w życiu nie lepiło bałwana, chyba, że …na komputerze.

„Eee… ale jaki problem?” – pytam zaniepokojony.
„W zasadzie to… chodzi o lądowanie. Mamy tu, ehem… tornado warning”.
Zajebiście.
Dwie godziny później, kołysząc się na wszystkie strony, samolot zbliża się do Houston. Dookoła regularne uderzają błyskawice.
Ziuuu… Boeing wpadł w dziurę, pilot funduje nam „zero gravity” dla ubogich. Wszyscy się drą. Po chwili na pokładzie zapada cisza. „Our father, who art in heaven…” Oglądam się do tyłu. Blackmetalowiec z odwróconym pentagramem postanowił się nawrócić. Z przodu wytatuowana hipiska intonuje „the Lord is my shepherd…”.
Jakiś Polak pośrodku szepcze „k***a, tylko nie teraz!”.
A nie, to ja.
Z drugiej strony pocieszam się, że póki z głośników nie słychać „Allahu Akbar” – jest nadzieja.
Jebs!
Znaczy wylądowaliśmy. Cali. Burza oklasków, jak podczas czarteru do Hurghady. Na zewnątrz wciąż pada i wieje przeraźliwy wiatr. Wszystko ustaje w ciągu …kwadransa. Idę w stronę wielkiej jak stadion wypożyczalni samochodów, i rozglądam się za szyldem biura Alamo, w którym robiłem rezerwację. Generalnie przytłacza mnie…

#2. Przestrzeń

Houston to nie Szykago lub Niu Jork. Nie ma tu wielu bloków, wieżowców, drapaczy chmur, oprócz biurowego downtown. Nawet między osiedlami domków jednorodzinnych jest dużo przestrzeni. Nigdy w życiu nie byłam w mieście, w którym można widzieć tyle nieba nie zasłoniętego blokami i wieżowcami.

Aha, fajnie, póki nie musisz gdzieś trafić. Bez nawigacji. Na przykład do Karoliny, na drugi koniec miasta. Spocony jak mysz, przedzieram się przez gąszcz autostrad z pierdyliardem pasów we wszystkich kierunkach, gubiąc orientację na każdym wielopoziomowym skrzyżowaniu, czyli średnio co kilometr.

Moje wyścigowe auto przy teksańskich pick-upach, wygląda jak idziesięciowy Matiz.

Boję się przekroczyć 70 km/h aby nie wpaść na kogoś, lub aby ktoś nie wpadł na mnie. Nastroju nie poprawiała mi świadomość, że nie mam wykupionego OC. Zresztą brak OC był najmniejszym problemem. Większym mogli być…

#3. Ludzie

Tak zwana południowa gościnność to nie mit, a że Polaków w Teksasie mało, to jesteśmy nadal uznawani za ludzi egzotycznych i takich światowych Europejczyków, że proszę siadać. Każdy tu ci pomoże, zagada, zachwyci się, że „jejujej, ty z Europy, witamy w Teksasie”.

Kiedy wsiadłem do samochodu, Tscharna raz jeszcze zadzwoniła do mnie z małym ostrzeżeniem. Otóż w sobotę wieczorem połowa kierowców lubi jeździć po Houston napruta. Niby obowiązuje tam jakaś antyalkoholowa polityka, ale nawaleni kierowcy, póki nie spowodują kolizji/wypadku, jeżdżą całkowicie bezkarnie. Co gorsza, ze swoich półciężarówek takiego auta jak moje, nawet nie zauważą. Gdyby jednak doszło do stłuczki, ostrzegła mnie abym broń Boże nie wdawał się w pyskówkę. Czemu? Ponieważ ta sama połowa najczęściej wozi w swoich samochodach…

#4. Broń

Tutaj nie podchodzisz do trąbiącego na ciebie frajera pytając się, czy ma jakiś problem. Według prawa, samochód jest przedłużeniem domu, a we własnym domu masz prawo się bronić. Czy mówiłam już, że prawie każdy ma broń w samochodzie?
A ile sztuk broni ma gospodarstwo domowe w Teksasie?
To bardzo proste: obliczamy na podstawie charakterystycznych przedmiotów znajdujących się w obejściu:
-za pickupa na podjeździe dajemy 1 sztukę
-za flagę USA dajemy 1 sztukę
-za flagę Teksasu: 2 sztuki
-za flagę konfederacji: 3 sztuki plus przynajmniej 1 automatyczna
Sumujemy i włala!

Znaczy trzeba uważać na pick-upy. Problem w tym, że niemal wszystkie auta wokół to pick-upy, a na dodatek większość jest oklejona flagami. Cóż, jeśli do tego dodać, że półki w zwykłych sportowych sieciówkach wyglądają m.in. tak:

…to można się czuć niepewnie (dobrze widzicie: „z uwagi na wysoki popyt nie sprzedają więcej niż 10 opakowań amunicji jednorazowo”). Zaś co do kierowców, to plagą nie jest jeżdżenie na gazie. Plagą jest ulubiony sport ekstremalny Teksańczyków czyli SMS-owanie podczas jazdy. Podsumujmy: jadę autostradą, a otaczają mnie napruci, uzbrojeni, rozkojarzeni (ale gościnni) psychopaci, w pieprzonych czołgach.

Wow! Lubię to!

#5. Standard życia

Za 140 tys. USD, można kupić trzypokojowy dom, pół godziny drogi od Houston, plus 14 akrów ziemi, (kilka razy taniej niż identyczny dom godzinę drogi od Wrocławia). Cena wynajmu dużego mieszkania w Houston na strzeżonym osiedlu z siłownią, basenem itp. jest porównywalna z mieszkaniem wielkości klatki dla świnki morskiej w ch**wej dzielnicy Londynu. W mieszkaniach jest tez dużo przestrzeni. Garderoba jest wielkości sypialni w niejednym londyńskim mieszkaniu. Stopa bezrobocia w Teksasie to ca. 5 procent, VAT 9%. Ceny ubrań, elektroniki itp. to jakieś 3/4 tego co w Europie, a piwo jest tanie jak cholera, więc można tanio dać sobie w palnik oblewając fakt, że mamy szczęście żyć w Teksasie.

Dojazd do karolinowego osiedla (w zasadzie kondominium) z lotniska zajął mi dwie godziny. Miejscówka, nawet po ciemku, delikatnie mówiąc, robi wrażenie. A następnego dnia mogłem nakręcić amerykańską edycję Nagato Cribs 🙂

Cofnijmy się jednak do dnia przylotu. Była 22-23. Dzwonię do Tscharnej, że jestem na miejscu. W słuchawce słyszę: „Aaa świetnie. Tylko, że w domu nikogo nie ma, jesteśmy na imprezie. Wbijasz z nami, nie ma to tamto. Zaraz po Ciebie podjedziemy. Mam nadzieję że jesteś głodny?” Konia z kopytami bym zjadł, ale grzecznie mówię, że nie. Okazuje się, że w Houston nie mówi się „nie” jeśli ktoś proponuje…

#6. Jedzenie

Pełnokrwiste steki, bryskiet wołowy w sosie barbecue, który śni się po nocach, Meksykańskie jedzenie z dużą ilością sera, kwaśnej śmietany i fasoli, oraz tanie i przepyszne owoce morza. Pieniądze nie dają szczęścia, ale pozwalają na zakup pół kilograma raków w stylu Cajun, a to jest mniej więcej to samo. A! 30% Teksańczyków jest otyłych, czyli ma BMI powyżej 30. tak więc możemy wpieprzać te wszystkie frykasy. A i tak będziemy czuć się piękni i cudni.

Zostałem odebrany i zawieziony do położonego niedaleko, pobliskiego pubu czy klubu. Cóż mogą robić mieszkańcy „obrzydliwie bogatego miasta obrzydliwie bogatego stanu” w sobotni wieczór? Jeść i pić. W jednej chwili zgubiłem moją zgubioną wcześniej wagę. Każdy dzień pobytu kosztował mnie wa kilogramy.

Jedzenie jedzeniem, ale podpytuję Karolinę o co kaman z tym świntuszeniem?
„Spokojnie wszystko w swoim czasie. Najpierw jednak chciałabym jednak abyś kogoś poznał.”
Przy stole siedzi siedem osób, wśród nich bardzo ładna dziewczyna, tak amerykańska, jak tylko amerykańska blondynka być może. „Poznajcie się” mówi Karolina. „To jest Suzy”:

Dwa, dwa, dwa, jeden. Suzy była jedyną osobą bez pary. Przypadek?
Hm…


W
części drugiej – znajdziecie kilka niesamowitych ciekawostek na temat Houston, nieco więcej o teksańskich autostradach, o „waleniu rogi”, o tym jak wygląda hostel na wypasie (chociaż w „tęczowej” dzielnicy). Ach, no i oczywiście w końcu… poświntuszymy.

Zagadka z historycznym tłem.

Co łączy nóż pokazany na poniższym zdjęciu z… wypożyczonym przeze mnie samochodem.

Z góry proszę wszelkie dexteropodobne myśli odrzucić – błędny trop. Marka, typ i kolor auta, też nie mają żadnego znaczenia.

BLOG KAROLINY: http://kowbojki.blogspot.com/

  • Pingback: Houston, there is no problem | NAGATO()

  • http://crumbsofboredom.pl/ Savon

    pewnie slyszysz to wystarczajaco czesto od zony ale tez napisze „juz skonczyles?” 😉 temat teksasu zaciekawil mnie chyba najbardziej wiec wiecej wiecjej artykulow o nim.

    • Nagato

      Ile podołam tyle napiszę. Żałuję tylko, że nie udało mi się wyruszyć na takie prawdziwe, teksańskie pustkowie z małymi miasteczkami gdzie wszyscy spotykają się w jedynej knajpie w promieniu stu mil i gadają w ten deseń: „This is Jake, this is Mike. Mike is a carpenter, everybody knows Mike.” itd.
      PS. Za to ja zawsze krzyczę „pierwszy!” 🙂

  • http://bwotr.pl/ Bookworm

    „112 centrum alarmowe słucham?”
    – „eeeeyyyyghyghyghy”
    – „????? Halo?”
    „yghm GLURP chciałem zgłosić próbę morderstwa”,
    -„nieudanego jak rozumiem, szczegóły?”
    -„bloger Nagato zaatakował mnie swoim tekstem podczas jedzenia kolacji”,
    -„A konkretnie”?
    -„Konkretnie to udławiłem się ze śmiechu na #1pogoda”.
    „przyjąłem zgłoszenie, jest pan dziś siedemnasty, tymczasem proszę włączyć TVP 1 jeśli nie umrze pan z nudów, będzie pan żył”…
    Ech, niby człowiek przyzwyczajony do prób uduszenia kawą przez Savona, a tu jak dziecko, kwa, kwa, jak dziecko dałem się podejść próbując jeść kolację i czytać ten tekst… Ostrzegam innych – przed czytaniem odstawić kubki, talerze, zamknąć rodzinę i zwierzęta w panic rooms. I czytać, dużo, więcej, najwięcej 😀

    • Nagato

      Hehe :)))) Po przeczytaniu Twojego komentarza, dodałem +4 do poczucia własnej wartości 🙂
      Teraz też mi śmieszno, ale na pokładzie, Panie, ateistów nie było. 🙂

  • Jebudu

    Nóż znaleziony pewnie w wypożyczonym aucie. Szkoda że nie magnum 🙂

    • Nagato

      Szkoda że w tym moim samochodzie nikt nie zostawił takiego worka jak w #8 z linkowanego przez Ciebie artykułu… No cóż, może następnym razem 🙂

  • Azaka

    Tzw. nóż Bowie-go, a J.Bowie zginą w Alamo

    • Nagato

      Dokładnie o to skojarzenie chodziło. Na JoeMonster też bezbłędnie odgadli, a myślałem, że będzie trudno 🙂

      • Azaka

        Z tym byłoby trochę trudniej.

  • MMBK_1

    Artykuł bomba,od razu minął mi zły nastrój, naszła mnie refleksja w kontekście życzliwości dla siebie rodaków w Polsce czy ta Karolina napewno jest naszą ziomalką