Q&A

Na tej stronie znajdziecie Wasze pytania (które możecie składać za pomocą tego formularza), wraz z moimi odpowiedziami. Docelowo zagadnienia będą podzielone na PODRÓŻE, HISTORIĘ i POZOSTAŁE.

Mam do Was uprzejmą prośbę o pytania możliwie jak najbardziej szczegółowe, tak aby przewidywana odpowiedź nie zajmowała więcej niż pięć, sześć linijek. Ułatwi to Wam wyszukiwanie i poruszanie się po stronie, a mnie pracę 🙂

 

PYTANIA I ODPOWIEDZI

NADESŁAŁ(A):
LightCode

TEMAT:
Noclegi

Pytanie: Jakbyś miał wybór spania na dziko (partyzant) w miejskim parku lub pojechania (rowerami) kawałek za miasto i spania „po krzakach”, to co byś wybrał?

Odpowiedź: W parku miejskim ze zgodą administratora może być różnie, większej grupie raczej takowej nie udzieli. Co do zasady – im mniejsza miejscowość tym szanse, że się uda są większe. Jeśli nie ma zgody albo nie ma kogo zapytać (co na jedno wychodzi) zostaje partyzant. Tu pojedynczej osobie zamaskować jest się łatwiej. W grupie, z rowerami robi się problem.
Na terenach podmiejskich, szanse namierzenia (i kłopotów) są niewielkie, tyle, że często w obrębie większych miejscowości …nie ma czegoś takiego. Jedna miejscowość przechodzi płynnie w drugą, ta w trzecią, a trzecia w aglomerację i może się okazać, że najbliższy „teren podmiejski” leży 30 mil od Waszego celu. Jednak gdybym był w grupie i na rowerach, wybrałbym „kawałek za miastem”.

NADESŁAŁ(A):
LightCode

TEMAT:
Higiena

Pytanie: Jeśli chodzi o mycie w przypadku spania na dziko, to okoliczna rzeka/jezioro jest jedyną opcją, czy można znaleźć coś lepszego (np. prysznic na stacji benzynowej)?

Odpowiedź: Tak szczerze, to poza rejonami górskimi i terenami na północ od Tokio, raczej starałbym się unikać jezior i rzek. W miastach są łaźnie i automaty prysznicowe, ale ich namierzenie wymaga pewnej wprawy. Przy dworcach i na niektórych stacjach metra są punkty informacyjne – chętnie Wam wskażą adres i powiedzą jak dojechać. W ostateczności są rozwiązanie awaryjne w postaci wet-wipesów (w każdym 7/11 jest ich kilka rodzajów). Sugeruję także co dwa, trzy dni zatrzymywać się w hostelach lub małych, wiejskich ryokanach. Koszt żaden, a można się w cywilizowany sposób odświeżyć, zrobić pranie w automatach itd.

NADESŁAŁ(A):
LightCode

TEMAT:
Bezpieczeństwo

Pytanie: Kwestia bezpieczeństwa. Czy bezpiecznie jest zostawić rowery przypięte do czegoś solidnego na noc lub czas zwiedzania?

Odpowiedź: Nie ma chyba bezpieczniejszego kraju niż Japonia (yakuza to inszy temat). Japończycy brzydzą się kradzieżą i Wasze mienie jest zasadniczo bezpieczne. „Zasadniczo” – to słowo klucz, ponieważ z grupy „mienie” nie wiedzieć dlaczego, wyłączone są parasolki i niestety…rowery. Przeczytaj ten artykuł. Z trzech wymienionych tam grup, najbardziej upierdliwi są „złodzieje z przypadku”, zabierający sprzęt niezabezpieczony, zostawiony w pobliżu sklepów. Oni tego nie traktują nawet jako kradzieży – „pożyczają” po prostu.
Z moich obserwacji, jeśli rower nie będzie jakimś topowym, wyróżniającym się modelem i będzie posiadał jakąkolwiek blokadę wymagającą forsowania, Wasz sprzęt będzie bezpieczny.

NADESŁAŁ(A):
Megeira

TEMAT:
Noclegi

Pytanie: Jakie są konsekwencje przyłapania na ‚dzikim’ noclegu?

Odpowiedź: Zależy gdzie. Mogą być żadne (tak w 90%), mogą niemiłe. W skrajnym przypadku może być to potraktowane jak wtargnięcie na posesję, wtedy czekają poważniejsze następstwa. Zerknij najpierw, o czym pisałem tutaj. Wbrew temu co piszą różni blogerzy, nie wystarczy udać się poza „teren prywatny” aby mieć spokój. W Japonii nie ma czegoś takiego jak ziemia niczyja. Każdy skrawek terenu jest przez kogoś administrowany i ktoś za niego odpowiada, dlatego gorąco REKOMENDUJĘ uzyskanie pozwolenia. Jeśli ryzykujesz „partyzanta” i Twoja nielegalna miejscówka zostanie namierzona (9% szans) i zgłoszona (1%), obligatoryjnie zjawi się policja. Wtedy opcje są trzy (z mojego doświadczenia):
– pouczenie i natychmiastowa „wyprowadzka”,
– mandat (kwoty są dość bolesne, na mnie na szczęście nie trafiło),
– wycieczka na komisariat (niestety przydarzyło się – nic miłego).

NADESŁAŁ(A):
tajemniczy_89

TEMAT:
Rafa koralowa
Nurkowanie

Pytania:
1. Czy gdy sobie tak pływałeś to czy dotykałeś te koralowce? Czy nie są one jakoś trujące – niebezpieczne dla człowieka? Tak samo rybki.
2. Czy nie miałeś jakiegoś takiego uczucia, że gdzieś tam mogą czaić się rekiny lub inne niebezpieczne stworzenia?
3. Daamn jakim cudem tak długo wytrzymujesz pod wodą i na co Ci ta rurka, skoro nurkujesz pod wodą i ona się zapełnia?
4. Monopłetwa jest lepsza niż dwie?

Odpowiedzi:
1. Zasadniczo nie wolno ich dotykać. Zdarzyło mi się, ale wyłącznie wtedy gdy istniało ryzyko że na nie wpadnę. Generalnie nie są niebezpieczne, chociaż niektóre wywołują alergie, inne parzą, a wiele ma bardzo ostre krawędzie.
2. W okolicach szelfu zasadniczo nie ma tych bardzo groźnych rekinów, ale często można spotkać rekiny refowe. Wygląd większych osobników budzi grozę, ale ponoć nie atakują spokojnie zachowujących się ludzi. Nadmienię tylko, że mieliśmy kategoryczny zakaz wchodzenia do wody z jakimikolwiek skaleczeniami.
3. Zależy od głębokości i dynamiki poruszania. Generalnie im głębiej tym łatwiej i im wolniej tym dłużej (jakkolwiek by to dwuznacznie nie zabrzmiało). Zasadniczo każde zejście zabierało mi powyżej dwóch, ale nie więcej niż trzy minuty. Rurka (fajka) służy do powierzchniowych obserwacji na płytszych rafach. Posiada system zaworów, który odcina „górę” i blokuje „dół” podczas zanurzeń, więc wewnątrz cały czas pozostaje sucha.
4. Dla mnie lepsza, ale to ocena subiektywna. Wymaga dobrej techniki i sporej siły, ale fun jest proporcjonalnie większy.

NADESŁAŁ(A):
Igor, DonBolano, Megeira, Assia, Hubert i inni

TEMAT:
Finanse
Organizacja

Pytania:
1. W jaki sposób planujesz loty do danego kraju? Bierzesz pod uwagę jakieś okresy, w których bilety lotnicze są tańsze? Czy jakieś linie lotnicze miewają częściej promocje na loty do Japonii? Jak dostałeś się na Hawaje?
2. Czytałem wszystkie Twoje historie związane z Twoim pobytem w Japonii. Chciałem się zapytać, jaki jest koszt takich wyjazdów?
3. Ile te eskapady Cię kosztują? Ale tak naprawdę – jakbym chciała planować to na ile się nastawić?
4. Hej czy jest szansa by przyblizyc bardziej koszta wyprawy na Hawaje?? Jak to sobie zorganizowales itp?
etc, etc.

Odpowiedź: Przyznaję, że zaskoczyła mnie trochę ilość pytań o zbliżonej tematyce. Moje podróże realizuję w wariancie low-budget. Daje niesamowitą satysfakcję, daje szanse na ciekawe przeżycia, poznanie świetnych ludzi, ale na przykład, KOMPLETNIE nie nadaje się na romantyczną podróż we dwoje. Z szacunku do Was, nie będę wykręcał się lakoniczną odpowiedzią tylko pomyślałem, że zrobię pełnowymiarowy artykuł z dokładnym rozpisem przykładowego rozkładu dnia w Japonii, Australii i gdzie tam jeszcze byłem, wraz ze skanami rachunków z tych miejsc (mam taki dziwny zwyczaj, że każdy, najdrobniejszy nawet wydatek, dokumentuję). To powinno dać Wam pełniejszy obraz i zarazem udzielić odpowiedzi na pytanie czy „moja droga” jest tą, którą chcielibyście spróbować podążyć we własnym zakresie. Z góry mówię, że o ile koszt może pozytywnie zaskoczyć (drożej wychodzą wakacje w Egipcie, o różnych Grecjach czy Hiszpaniach nie mówiąc) o tyle cała otoczka, już tak atrakcyjnie się nie przedstawia. Pewnie gdzieś pod koniec maja 2015 ów artykuł pojawi.

NADESŁAŁ(A):
Tomek

TEMAT:
Sprzęt

Pytanie: Czy możesz napisać jakiego sprzętu używasz do filmowania i robienia zdjęć?

Odpowiedź: W zasadzie co wyjazd, to brałem ze sobą coś innego. Niestety przekonałem się na własnej skórze, że nie ma kompromisowego rozwiązania łączącego w sobie niską wagę, minimalną objętość (cechy kluczowe), uniwersalność, odporność, dobrą jakość zdjęć i filmów z umiarkowaną ceną. Każde rozwiązanie ma zalety i wady i na coś się trzeba zdecydować. W czasie ostatniej wyprawy używałem:
– dobrej klasy bezlusterkowca z …fatalnym kitowym obiektywem – błąd który mścił się w każdych trudniejszych warunkach oświetleniowych, czyli w zasadzie co chwilę,
– kamerę sportową Sony HDR100v – idealna do filmowania pod wodą (ZNACZNIE lepsza niż przereklamowana konkurencja), świetna jako action cam, jako kamera reporterska sprawdza się, jak każda kamera sportowa, słabiej (rybie oko),
– aparatu w …smartfonie – o dziwo niektóre ujęcia wyglądały znacznie lepiej zrobione „kalkulatorem” niż normalnym aparatem.
Co zmienię przy kolejnej wyprawie? Tylko obiektyw do wspomnianego bezlusterkowca. Do tego wezmę pewnie drugi z dłuższą ogniskową.

Wcześniej używałem aparatów typu bridge i aparatów kompaktowych. Dla potrzeb własnych efekty były satysfakcjonujące, gorzej kiedy chciałem coś opublikować. Ale takie są niestety ograniczenia tego typu sprzętu.

NADESŁAŁ(A):
Dominik

TEMAT:
Noclegi

Pytanie: Zainteresował mnie wpis na temat dzikich noclegów w Japonii. (…) Tak się składa, że mam podobny namiot („samorozkładający się” – dopisek mój SC) i zastanawiam się, jak najlepiej z nim radzić sobie logistycznie, z uwagi, że po złożeniu ma kształt ogromnego koła.
1. Jak go więc transportujesz? Trzymasz w ręku ogromne koło? Toczysz, masz go przyczepiony do pleców jak żółw ninja?
2. Jak jest traktowany w liniach lotniczych? Jako oddzielna sztuka bagażu, za którą trzeba płacić, czy jakoś przywiązany do plecak razem stapia się w 1 sztukę?

Odpowiedź:
1. Zasadniczo testowałem różne rodzaje noclegów na dziko. Pop-up (czyli namiot samorozkładający się) wziąłem raz. Jego waga, a przede wszystkim gabaryty były sporym utrudnieniem. Transportowałem go wariancie „żółw ninja” :). Kupując plecak, zawsze uważnie oglądam go pod kątem mocowania dodatkowego ponadwymiarowego bagażu (namioty, śpiwory, monopłetwa itd.), ale koło stanowiło nie lada wyzwanie. Generalnie mocowałem je do przodu plecaka i obwiązywałem pomiędzy wszystkimi możliwymi uchwytami, kilkumetrową mocną linką (φ5-6).
2. Bardzo dobre pytanie, a zastosowanie się do poniższego rozwiązania pozwala na uniknięcie dodatkowych opłat. Żeby na lotnisku namiot był potraktowany jako część integralna plecaka (ergo jako jeden bagaż), tak powiązane elementy foliowałem zwykłą 20 – 30 metrową folią spożywczą (patent podpatrzony u mojego teścia) – tania, wszędzie dostępna. Kompletnie nie opłaca się foliować w lotniskowych serwisach – efekt identyczny, koszt 20 (!) razy wyższy.
Mała sugestia – po przetestowaniu różnych opcji, zamiast namiotu, gorąco rekomenduję hamak z moskitierą i tarpem. O przewagach takiego rozwiązania będzie w jednym z „artykułów organizacyjnych”.

By