matsushima-28

Sosnowe Wyspy – ciąg dalszy opowieści z Matsushimy

Sosnowe wyspy w zatoce Matsushima to jeden z trzech, zaliczanych do kanonicznych, najpiękniejszych japońskich widoków (Nihon Sankei). Kiedy w 2011 w północno-wschodnie wybrzeże Japonii uderzyło tsunami, zatoka znajdowała się dokładnie pośrodku fali uderzeniowej. Wydawało się, że los malowniczych, ale niewielkich wysepek jest w zasadzie przesądzony.

Jak mawia Radek Kotarski: „nic bardziej mylnego”.

#1. Matsushima.

Pociąg zatrzymuje się kilkaset metrów od wybrzeża. Oczekiwałem jakichś widocznych, lub chociaż maskowanych śladów nieodległej w końcu katastrofy. Kompletnie nic. Port, okoliczne domy, parki, drogi, lotnisko, dworzec i w końcu wyspy wyglądają tak, jakby nigdy nic złego się tu nie stało. Gdyby nie informacje medialne, i umieszczone w Internecie zdjęcia, trudno byłoby uwierzyć, że ten rejon był miejscem najpoważniejszego trzęsienia ziemi i tsunami w dziejach Japonii. Teren jest uprzątnięty do ostatniej gałązki i dzisiaj, podobnie jak przed marcem 2011, w zasadzie wszystko w Matsushimie znowu „kręci się” wokół wysepek. W sumie trudno się temu dziwić. Nikt tutaj nie zapomniał o tragedii, ale nikt też nie uprawia tam martyrologicznego ekshibicjonizmu.

matsushima-7

 

Dojście do portu zajmuje kilkanaście minut. Chyba każdy kto widzi pierwszy raz Sosnowe Wyspy choćby na krótką chwilę zamiera. Faktycznie sprawiają wrażenie nierzeczywistych. Trudno wręcz uwierzyć, że podobna kompozycja powstała bez ingerencji człowieka. Będąc na miejscu odczuwa się wrażenie deja vu. Chyba przez zakodowany w podświadomości obraz, wykreowany przez Camerona w Avatarze.

 

matsushima-8

Wysepek jest wszystkiego 260, chociaż tych widocznych i najbardziej charakterystycznych, pewnie nie więcej niż 100, zbudowanych głównie z białego piaskowca i skały wulkanicznej. Mimo, iż ich powierzchnia wydaje się być wybitnie nieprzyjazna jakimkolwiek formom życia, zdecydowana większość z nich jest porośnięta sosnami.

matsushima-10

Japończycy, dla których wszystko kręci się wokół jakiejś symboliki, nie byliby sobą, gdyby nie wyznaczyli czterech punktów widokowych z których roztaczają się najwspanialsze ponoć widoki na owe wyspy. Poszczególne miejsca nazwali następująco (to nie żart, one naprawdę tak się nazywają):
– Niesamowity Widok (sokan)
– Piękny Widok (reikan)
– Wspaniały Widok (yukan)
– Wielki Widok (ikan)

Poświęciłem trochę czasu aby odwiedzić dwa z nich i o ile cały kompleks faktycznie wywołuje niesamowite emocje, o tyle widoki z rekomendowanych miejsc, są delikatnie mówiąc przereklamowane. Niezapomniane wrażenie natomiast zrobił na mnie krótki, godzinny rejs promem pomiędzy wyspami.

mapka2

Trasa zataczała niemal idealne koło i przebiegała w taki sposób, że zarówno z jednej jak i z drugiej strony widać było przepiękną kompozycję w jaką wyspy się układają.

matsushima-27

Wysepki wielkości przedpokoju sąsiadują z wyspami niewiele mniejszymi od stadionu.

matsushima-4

Pomiędzy nimi pływają motorówki. Ich zadaniem jest… nie, nie przewożenie ludzi. Jedyne co mają robić, to w momencie, w którym pod kilka ustalonych wcześniej lokalizacji podpływa prom, wywołać falę, która w spektakularny sposób „uderzy” w wysepkę, wywołując „ochy” i „achy” wśród promowych pasażerów.

matsushima-3

Oczywiście „ochy” i „achy” milkną, kiedy pierwotna i wtórna fala dociera do promu i zaczyna nim znienacka bujać. Cóż, praw fizyki pan nie zmienisz :)

matsushima-2

A jeśli ktoś chciałby zobaczyć jak wygląda „Pandora w prawdziwym 3d”, poniżej krótki film z rejsu:

#2. Fuukura.

Po zejściu na ląd, istnieje możliwość aby na wejść na kilka leżących blisko brzegu, większych wysp. Zasadniczo najlepiej chyba udać się na wyspę Fuukura, na którą prowadzi charakterystyczny, długi, czerwony most.

 

Pani na „bramce” oprócz sprzedaży biletów na wyspę, zajmuję się także sprzedażą słodyczy, przekąsek i lodów. Namawia mnie usilnie na jakieś egzotyczne w smaku lody włoskie. Decyduję się na …ziemniaczane.

Widoki z samej wyspy są przepiękne – i tu proszę abyście uwierzyli mi na słowo.
Niestety, nie zachowało mi się ani jedno zdjęcie i ani jeden film z Fuukury. Omyłkowo je wykasowałem, sądząc że wcześniej zrobiłem back-up.
Jak można się domyślić – nie zrobiłem.

Nadszedł wieczór i przyszedł czas na powrót do Tokio. Czekała mnie jeszcze przesiadka w miejscu które nie cieszy się ostatnio dobrą sławą.

#3. Fukushima.

Pociąg powoli zbliżał się do Fukushimy. To miasto napawało mnie lękiem, okazało się że całkowicie niepotrzebnie.
Na peronie zobaczyłem kotka. Mały, różowy, kulał na jedną łapkę, ale chyżo biegł na pozostałych pięciu. W sumie musiał uciekać, bo gonił go szczur wielkości dobermana. Chyba szczur, przez te skrzydła trudno się było połapać. Na szczęście kotka uratowała jaszczurka, za którą dzieci nie wiadomo czemu wołały ‘gojira’. Stwory, jedno po drugim, wchodziły do kanału burzowego, którego zawartość jaśniała neonowym blaskiem.
„Też to widziałeś?” – zapytał stojący koło mnie dwumetrowy karaluch.
Obudziłem się.

Pociąg powoli zbliżał się do Fukushimy. Miasto jak miasto – nic nadzwyczajnego. Ludzie promiennie uśmiechnięci. Nawet zrobiłem sobie zdjęcie – trochę dziwnie wyszło, ale to pewnie wina aparatu :)

fukushima

A całkowicie serio, mocno zdziwiły mnie „tłumy” na dworcu. Była godzina japońskiego szczytu (18:30), a hala główna wyglądała jak poniżej:

Wszystko to wyglądało strasznie niepokojąco, chociaż …mógł to być po prostu zbieg okoliczności.

Zazwyczaj na swoje wyprawy zabieram dozymetr (licznik Geigera). Tym razem jednak byłem zmuszony do redukcji każdego niemalże grama bagażu, który nie był absolutnie niezbędny w czasie mojej ubiegłorocznej eskapady i dlatego urządzenie zostało w domu. Szkoda, bo chciałbym wiedzieć, jak kształtuje się rzeczywisty poziom promieniowania w mieście uchodzącym za dalekowschodni Czarnobyl.
Następnym razem.

#5. Z powrotem w Tokio.

Dotarłem do „kapsuły” chwilę przed 22. Włączyłem messengera żeby raz jeszcze podziękować Yui za ubiegły wieczór. Odwzajemniła uprzejmość i powiedziała, że jej tata był zachwycony moją wizytą, co zabrzmiało naprawdę szczerze. Chwilę powspominaliśmy stare czasy, a następnie przeszliśmy do czasów „nadchodzących”. Dowiedziałem się między innymi, że Yui za kilka dni wylatuje do USA do… narzeczonego.
Nie „narzeczonego”, tylko takiego prawdziwego, co to i pierścionek dał i się oświadczył.
No masz… taka niemiła niespodzianka dla fanów, JoeMonster okryje się kirem chyba.
„Przesyłaj zdjęcie” mówię. „Zweryfikujemy kto zacz.”

Oczekiwałem amerykańskiego kartofla i szykowałem się na grzecznościowe: „O, wygląda na …sympatycznego”, a tu…

yui bran

Okazało się, że Bran (bo tak koleś ma na imię) wygląda jak cholerny hollywoodzki gwiazdor.
Z gitarą w dodatku.
No nic… Yui chyba nie potrzebowała słów otuchy czy pocieszenia :) :)

**********************************

Skoro jesteśmy przy Yui. W poprzednim wpisie poruszyłem temat karaoke. Dziewczyna naprawdę śpiewa ładnie, ale za żadne skarby nie chce się zgodzić abym opublikował chociaż krótki fragment jej występu. Nic na to nie poradzę, ale wierzę, że w nieodległej  przyszłości, uda mi się zaprezentować chociaż kawałek jej możliwości wokalnych. Może Bran pomoże mi ją przekonać?
A skoro (czasowo przynajmniej) Yui się nie pojawi, to może zaproponuję małe zastępstwo.

#6. Wokalistka z Osaki.

matsushima-12

Uliczny performance jest w Japonii bardzo popularny. Różnej maści wokaliści czy b-boye lubią prezentować swoje umiejętności w pobliżu dworców, większych centrów handlowych czy popularnych stacji metra. W przeciwieństwie do zachodnich wykonawców, wielu z nich nie prowadzi bezpośredniej zbiórki pieniędzy, ale zachęca do przyjścia na koncert, pokaz, w ostateczności chociaż do wejścia na swoją stronę internetową, twittera czy inny fanpage. Poziom artystyczny takich popisów jest bardzo nierówny. Kiepscy amatorzy konkurują z niemal profesjonalistami. W większości lokalne boys- i girlsbandy wykonują covery japońskich i zachodnich wykonawców głównego nurtu.

Ale czasami trafia się na coś takiego jak to:

Nie jestem znawcą japońskiej muzyki, szczególnie współczesnej, ale to …mi się podobało. Nawet bardzo. Nie mam pojęcia kto śpiewa tą piosenkę w oryginale, ale to wykonanie anonimowej dziewczyny z Osaki, cały czas chodzi mi po głowie. A może ktoś z Was wie skąd pochodzi ten utwór?

  • Pingback: Matsushima i karaoke | NAGATO()

  • Marta Kwiatkowska

    Uśmiech z rana. Dzięki Simon-san :)

    • Nagato

      Cała przyjemność po mojej stronie :)

  • DonBolano

    A jak będziesz w Fukushimie znowu, to może nawiedzisz tego pana, co się zwierzakami zostawionymi przez ludzi opiekuje.

  • Pio Jac

    Dzięki za świetny artykuł. Mała sprawa techniczna. Nie sprawdzałem na desktopie, ale Chrome w telefonie pokazuje uroczą wokalistkę z Osaki wszędzie, gdzie wrzuciłeś jakiekolwiek wideo. Pozdrawiam!

    • Wiewi0r

      U mnie (Chrome, z komputra) wszędzie widać zakup lodów ziemniaczanych. :)

      • www4

        No to nieźle, bo u mnie w Chrome pokazuje wszędzie dworzec 😀

        • Nagato

          Faktycznie od dwóch tygodni jest z tym problem… :/
          Wicie co? To podobno wina YT, tak twierdzi savon (admin).
          Myślę że wkrótce wszystko wróci do normy. Na razie wystarczy odświeżenie strony, aby wszystko ustawiło się jak należy.

  • kizaryu

    Piosenka nazywa się Kumori Uta, w oryginale wykonywana przez Ai Otsukę :)

    • kizaryu

      Mała literówka – Kumuri Uta.

  • Ryuki

    Przydałoby się jakieś uporządkowanie przystanków na trasie tej wyprawy. Rozumiem, że najpierw było Cairns (ale jak tam się znalazłeś, bo chyba nie ma lotów Warszawa – Cairns?), potem Hawaje, potem San Francisco, potem Texas, potem Japonia. A może jakaś inna kolejność? A najlepsza byłaby taka mapka jak w Indianie Jonesie, z samolotem lecącym z punktu A do punktu B i zostawiającym za sobą przerywaną linię. :)

    • Nagato

      Hehe, kolejność była zupełnie, ale to zupełnie inna :)
      Jechałem dookoła świata, jak w starych platformówkach czyli „ciągle w prawo” (ani razu się nie cofałem). Oszczędność czasu i pieniędzy.
      A mapka będzie :)

  • Nagato

    DZIĘKI WIELKIE!!! :)
    (tak między nami, bardziej podoba mi się wykonanie dziewczyny z Osaki. Może dlatego, że tamtą wersję znam niemal na pamięć).

  • Tscharna

    No narzeczony całkiem niezły. Ale on też niczego sobie. Dzieci będą przepiękne.

    • Nagato

      :) hm… no ciekawe jakie „wyjdą” :)

  • GienekSzczypara

    Jak zwykle świetne.
    Pomyśl o reklamach na stronie. Klikniemy!

  • Guest

    Co do zdjęcia co Ci dziwnie wyszło: negatyw.