Sztuka latania – Niagara edition

Słońce powoli chyli się ku zachodowi i zmierzamy z powrotem w stronę Welcome Center. Na ścianach można znaleźć różne informacje i ciekawostki na temat Niagary. Moją uwagę przykuwa ekspozycja poświęcona tak zwanym „śmiałkom”, czyli bojownikom walczącym z prawem grawitacji. Zanim jednak do nich dojdziemy, chciałbym dwa słowa poświęcić na krótką refleksję dotyczącą manii zbędnego upiększania czegoś, co upiększania absolutnie nie potrzebuje.

#1. Woda.

Przyglądam się wystawionym w Welcome Center ulotkom, rzucam okiem na albumy i czuję że coś jest nie tak. Odwracam głowę w stronę wodospadu, patrzę raz jeszcze na ulotki.  Już wiem!

Niagara przyciągała i będzie przyciągać rzesze turystów z całego świata. Jest w końcu jednym z najbardziej znanych i zarazem najbardziej oddziaływających na wyobraźnię tworów natury. Ciężko przyznać, ale pierwsze wrażenie lekko rozczarowuje, chociaż na szczęście do syndromu paryskiego jest jeszcze daleko. Skąd owe lekkie (podkreślam) rozczarowanie? A odpowiadają za to eksperci od przekłamywania rzeczywistości. Dzięki ich intensywnej pracy, konfrontacja  nie do końca spełnia oczekiwania przyjezdnych.
W części pierwszej pisałem o tym,  jak ukazuje się wodospad na zdjęciach tak by wydawał  się większy niż jest w rzeczywistości. Teraz dwa słowa na temat podkręcania barw.
Patrząc na foldery reklamowe czy różnorakie ulotki,  uwagę zwraca błękitno-niebieski kolor wody. Cóż, więcej w tym fotoszopa niż na okładkach Cosmopolitana.

kolory

Prawda jest taka, że nie ma możliwości, aby na zdjęciach odzwierciedlających rzeczywistość, Niagara była niebieska. Woda była, jest i będzie tam intensywnie …zielona. Powód jest trywialny. W ciągu każdej minuty, z wodospadu spada 168 tys. ton wody a wraz z nią 60 ton rozdrobnionych minerałów (głównie skalnej mączki, soli, łupków, piaskowców i wapieni). To właśnie one barwią wodę na ów charakterystyczny kolor.

niagara-15

Niestety specjaliści od marketingu zdają się wiedzieć lepiej. Zielony kolor wody kojarzy się niezbyt przyjemnie z glonami, zanieczyszczeniami czy szeroko rozumianym brakiem higieny. Stąd we wspomnianych folderach, a po rozpowszechnieniu programów graficznych także w prywatnych albumach, pojawiają się zdjęcia znad błękitnych fal Niagary. Jakby to dziwnie nie zabrzmiało, ale bardziej naturalnie wygląda nocne, tęczowe oświetlenie American Falls niż niebieska woda za dnia w niecce Horseshoe. Oczywiście wzrok szybko przyzwyczaja się do właściwej, naturalnej, zielonej barwy. Pojawia się tylko pytanie, po cholerę ta szopka?

#2. „Daredebile”.

Niedaleko Welcome Center znajduje się wystawa poświęcona „niagarowym daredevilom„. Kto zacz? Już wyjaśniam.
Angielski termin „daredevil” znany chyba najbardziej z marvelowskich zeszytów komiksowych, oznacza śmiałka, a w zasadzie osobę szaleńczo odważną. „Szaleńczo” w przypadku poniższych osób zdaje się być słowem – kluczem. Co się lęgło w głowach ludzi którzy dobrowolnie zdecydowali się na upadek z nurtem wodospadu, nie wiadomo. Większość nie ukrywała że robią to dla „sławy i pieniędzy” (w tłumaczeniu na gimnazjalny: „dla hajsu i fejmu”). Od 1900r. pojawiło się czternastu niedoszłych laureatów Nagrody Darwina, którzy postanowili dokonać owego czynu chwalebnego, rzucając się w odmęty marmitu Horseshoe Falls.
Aby lepiej ocenić kondycję umysłową naszych bohaterów, spójrzcie na ten krótki filmik:

Tak prezentuje się krawędź Horseshoe Falls. Z uwagi na szerokość wodospadu wydaje się że nie jest on wysoki.
Ale, kurna, jest.
Górny rant „Podkowy” znajduje się 57 metrów (to mniej więcej wysokość 19 piętra) ponad kłębiącym się w dole pełnym wirów i głębokim na 60 metrów kotłem eworsyjnym.  Opadająca wokół woda, wbrew wrażeniu, nie spowalnia lotu „śmiałka” (wręcz przeciwnie), ani nie daje oparcia „jak na zjeżdżalni”. Jedyne w czym pomaga to w rozbiciu napięcia powierzchniowego.

W 1901r. jako pierwsza zdecydowała się na skok 63-letnia nauczycielka, Annie Taylor w skonstruowanej specjalnie dla potrzeb performance’u beczce.

annie

 

Ku raczej ogólnemu zdziwieniu nie tylko przeżyła, ale wyszła z próby z raptem jednym zadrapaniem. Fejm rzeczywiście przyszedł, ale hajs szybko się rozszedł. Annie zmarła w biedzie, dwadzieścia lat później.

Do kolejnych prób, również w beczkach, lub innych udziwnionych konstrukcjach, podchodzili już wyłącznie mężczyźni. Większości udało się przeżyć, ale czwórka z nich w dość spektakularny sposób, pożegnała się z życiem: jeden pogubił większość części (udało się odnaleźć jedynie jego urwane ramię), drugi się udusił (powietrza w hermetycznie zamykanej od zewnątrz beczce starczyło na trzy godziny – odnaleziono ją dopiero po czternastu), trzeci klasycznie przypierdzielił o taflę, bo mu jego oponiarska konstrukcja zaraz po starcie niespodziewanie odpaliła kilka członów, a czwarty skoczył k***a, na skuterze wodnym i liczył, że uda mu się otworzyć spadochron. Jak łatwo się domyślić – spadochron się nie otworzył.

 

daredevils

Przemilczmy przez litość ich nazwiska.

Niestety jakby na potwierdzenie teorii, że mimo iż ilość mieszkańców Ziemi wzrasta to globalna suma IQ  się nie zmienia, nowych śmiałków przybywało w postępie geometrycznym. Co ciekawsze, każdy z nich chciał dokonać w swojej próbie czegoś nowego. Skoki z Niagary zaczynały przypominać Konkursy Lotów Red Bulla, zaczęły się pojawiać beczki metalowe, gumowe, później jakieś wydumane łodziopodobne pojemniki, następnie skoki w tandemie itd.

daredevils2

Każdy z nich pewnie marzył, o przywaleniu możliwie mocno głową o wnętrze swojego „pojazdu”, bo jakich innych emocji można tam było oczekiwać? O ile przejścia linoskoczków były wariacką bo wariacką, ale jednak próbą umiejętności, o tyle rzucanie się w beczkach i innych pojemnikach z Horseshoe Falls, z umiejętnościami nie miało nic wspólnego.

Mimo iż współczynnik przeżywalności wzrósł w ciągu kilkudziesięciu lat z 50 do 70%, co jak na taki żywioł nie jest złym wynikiem, w latach ’80-tych zarówno Kanadyjczycy jak i Amerykanie zgodnie stwierdzili, że wolność, wolnością, ale może bez przesady. Dzisiaj za próbę kozakowania, Komisja Parku Niagara może nałożyć grzywnę nawet w wysokości 10 tys. USD, więc chętnych jakoś specjalnie nie widać.

Pojawia się pytanie czy w takim razie nie było nikogo, kto przeżyłby upadek z Horseshoe Falls bez ochronnego pancerza?
Aby na nie odpowiedzieć trzeba cofnąć się do roku 1960.

#3. Cud.

W holu Welcome Center znajduje się plansza poświęcona Rogerowi Woodwardowi.

niagara-16

W lipcu 1960r. w wieku niespełna siedmiu lat, Roger wybrał się wraz ze swoją 17-letnią siostrą Deanną i jej przyjacielem Jimem na przejażdżkę łodzią. Niestety silnik odmówił posłuszeństwa, łódź się wywróciła, a silny prąd błyskawicznie porwał całą trójkę w stronę wodospadu. Jim szybko spadł w otchłań Horseshoe ginąc na miejscu. Walczącą z prądem Deannę uratowało, ryzykując własne życie, dwóch mieszkańców New Jersey, będących przypadkowymi świadkami całej sytuacji. Roger był zbyt mały i słaby aby chociaż chwilę stawić czoło żywiołowi i podobnie jak Jim spadł wraz z nurtem wody do kotła eworsyjnego. Chłopiec miał na sobie pomarańczową kamizelkę ratunkową i tą właśnie kamizelkę dostrzegł kapitan statku wycieczkowego Maid of the Mist u podnóża wodospadu. Nikt nie przypuszczał, iż Roger mógł przeżyć upadek. Okazało się, że nie tylko przeżył, ale był na tyle przytomny by chwycić rzucone w jego stronę koło ratunkowe.

roger
(Deanna i Roger Woodward)

Roger Woodward żyje do dziś. Jest uznawany za jedyną osobę, której udało się przeżyć upadek z Niagary. W wielu wywiadach podkreśla, że mimo upływu czasu, koszmar tamtego wydarzenia, prześladuje go niemal każdego dnia.

#3a. Coś jakby cud.

W 2003r. 40-letni amerykański handlowiec Kirk Jones postanowił udowodnić, że „wyczyn” Rogera da się powtórzyć i postanowił  skoczyć w kipiel Niagary bez zabezpieczeń.

kirk

Kolega zamontował mu kamerę na plecach i odprowadził do krawędzi Horseshoe Falls. Sytuację nieco utrudniał (lub ułatwiał, zależy z której strony patrzeć) fakt, że i Kirk i jego przyjaciel byli napruci jak szpadle. Nurt oczywiście od razu porwał ledwo trzymającego się na nogach handlowca i pociągnął go w dół. Nikt nie ma pojęcia (z Kirkiem włącznie) jak udało mu się przeżyć skok, wydostać z kotła eworsyjnego i dopłynąć do, jakże by inaczej …burty Maid of the Mist.
Sąd ukarał Jonesa grzywną w wys. 2600 USD i dożywotnim zakazem przekraczania granicy kanadyjskiej. Niestety nie zachowało się również nagranie owego wyczynu, gdyż zarówno Jones jak i jego kumpel byli tak urżnięci, że o ile udało im się jakoś kamerę zamocować, o tyle odnalezienie czerwonego przycisku REC, okazało się dla obu zbyt dużym wyzwaniem.
Wyczyn Jonesa nie jest oficjalnie uznawany, chociaż nikt nie kwestionuje, że faktycznie miał miejsce.

#4. Kanadyjskie domy.

Opuszczamy Welcome Center i nieco przemarznięci udajemy się wraz z Remim w drogę powrotną.
Autostrada ponownie wiedzie szlakiem winnic. Tym razem jednak moją uwagę przykuwają na pozór dość swojskie widoki. Mianowicie co jakiś czas widać, że na położonych w pobliżu drogi działkach, ekipy budowlane stawiają domy mieszkalne. Zasadniczo jednak na tym podobieństwa między Polską a Ontario wydają się kończyć. Otóż Kanadyjczycy stawiali owe budynki w bardzo popularnej tutaj konstrukcji, jakżeby inaczej, „kanadyjskiej”. A mówiąc po ludzku – budowali domki z drewna.

Zimą temperatury w południowym Ontario sięgają -30 stopni, a odczuwalne są jak -40. W czasie gorącego lata, temperatura rośnie nawet do +30 stopni, a wilgotność sięga z kolei 100%. W takich warunkach najsolidniej zbudowany drewniany dom, nie ma w zasadzie szans aby (bez ponoszenia ciągłych nakładów modernizacyjnych) wytrzymać dłużej niż cztery, pięć dekad. Skąd w takim razie pomysł aby budować w ten właśnie sposób? Dlaczego Kanadyjczycy nie stawiają w takich rejonach domów z cegieł, lub innego trwałego budulca? Chciałem to opisać, ale najlepiej chyba oddać głos rezydentowi:

Po godzinie spokojnej jazdy dotarliśmy do Toronto.

Czekała mnie jeszcze wizyta w …Hogwarcie 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  • http://bwotr.pl/ Bookworm

    Ale że jak do jutra rana??? To jest… NIELUDZKIE!

  • PaniKwiatek

    Przypadek pana Jones’a potwierdza zasadę, że pijanemu zazwyczaj nie dzieje się krzywda. Jego półpłynny stan pozwala uniknąć niebezpieczeństw 😉

  • http://www.idziesiec.pl/ iDziesiec

    „mimo iż ilość mieszkańców Ziemi wzrasta to globalna suma IQ się nie zmienia” :D:D:D

    • Anna Dereńska

      Czytaj i10 i ucz się jak się pisze dobre teksty 😉

  • endrjo

    Domy kanadyjskie, w porównaniu do polskich, budowane są „na lewą stronę „. Podobnie jak w przypadku muru pruskiego konstrukcja nośna jest drewniana, wypełniona i obłożona warstwą ocieplenia. Taka konstrukcja z ociepleniem obmurowywana jest murem z cegły, przeważnie klinkierem. Do tego lekki dach, przeważnie gonty papowe. Dom taki jest bardzo ciepły i trwały. Jeśli będzie miał Pan okazję proszę spytać o domy dla weteranów wojennych. Budowane po I i II wojnie stoją do dziś. Polecam również kaplicę z XIX wieku w miejscowości Brantford. Wybudowana „po kanadyjsku” stoi i ma się dobrze. (bodajże to najstarszy budynek w Ontario). Jadąc przez okolicę winnic polecam śluzę w pobliżu St. Catherine pozwalającą ominąć statkom wodospad.

  • Tadeusz

    #4 – filmik to chyba duplikat wcześniejszego… Ta woda na rezydenta nie wygląda 😉

    • Nagato

      Powielanie filmików to niestety błąd, który czasami na stronie się zdarza. Problem powstaje po stronie hostingu lub w silniku wordpressa, ale na szczęście występuje coraz rzadziej.
      Generalnie wystarczy odświeżyć stronę, aby wszystko wyświetlało się jak należy 🙂